wtorek, 13 czerwca 2017

22. Wracaj do swojej gorącej krainy.

[Koniec lata. Poranek. Posiadłość Klanu Nara]

   Najpierw rozległ się krótki huk, później zadziorny krzyk:
  - Co to za szopka z tymi zaręczynami?! Wyłaź, musimy pogadać!
A następnie Shikamaru jak z procy wystrzelił z salonu, w dłoniach dzierżąc dwa kunaie, połyskujące złowrogo w świetle pojedyńczej żarówki. Zmierzył bacznym spojrzeniem parę napastników, która w biały dzień postanowiłą wtargnąć do jego domu i na moment zaniemówił z wrażenia.
   - Jaka szopka.. Co.. Jak w ogóle się tu dostaliście! Drzwi były zamknięte!
   - Były. Napraw zamki.
   - Chcemy wiedzieć wszystko o Sasuke - dopowiedział rzeczowo Kankuro, stając za plecami siostry. SIlny i umięśniony, przerastał ją o głowę, co robiło nie lada wrażenie dla osoby będącej w tak beznadziejnym położeniu, jak Nara.
   - Czemu tak nagle.. - Shikamaru podrapał się po głowie, dobitnie sugerując swoją niechęć, po czym nie powstrzymał ziewnięcia, wykonując je wręcz ostentacyjnie. Miał szczerą nadzieję, że to wystarczy i nie będzie musiał robić rzeczy, którą myślał, że będzie zmuszony zrobić, jeśli tylko rodzeństwo No Subaku jasno wyłoży mu sprawę, z którą do niego przyszło.- Poza tym po co wam to? Chcecie się z nim zaprzyjaźnić?
Temari wsparła się pod boki i rzuciła mu gniewne spojrzenie.
   - Nie pytamy z ciekawości, ty ośle. Musimy to wiedzieć, a jeśli nie puścisz farby, po prostu spytamy o to tego błazna, Naruto. Sasuke fruwał po świecie, robił multum złych i gorszych rzeczy, a potem pod pretekstem nawrócenia schronił się w wiosce. Nie mam wielu osób, które miałyby o nim jakieś konkretne informacje.
Każdy przyszły pomocnik Hokage powinien od czasu do czasu usłyszeć, że jest osłem, a obowiązek dopilnowania tego, zazwyczaj spoczywał na jego uroczej wybrance.
    - Dalej nie wiem po co wam one. - oznajmił dobitnie
    - Bo nie wierzymy w ten ich nibyzwiązek, to chyba logiczne.
Shikamaru wydobył z siebie przeciągłe “Aaaaa...” po czym nie przerywając symfonii, na jednym tchu dorzucił jeszcze związłe “...haaa.” W rezultacie wyszło “aha”, lecz nawet ono nie zabrzmiało zbyt optymistycznie.
   - Jeśli myślicie, że ja coś o nim wiem, to muszę was zasmucić. Spytajcie Sakury, chyba siedzi najdłużej w tym temacie
Temari zaśmiała się za sprawą jednego parsknięcia.
   - Ona na pewno będzie uważać, że połączyła ich miłość.
   - Tak ciężko ci uwierzyć, że Sasuke mógł się w niej zakochać?
Wzrok, jakim obdarzyła go kobieta sugerował, że ma go co najmniej za idiotę. Ale na szczęście Nara wydawał się do tego przyzwyczajony, bo nie zareagował na zaczepkę, tylko ciężko przejechał ręką po twarzy.
  - Dokładnie tak. - rzuciła hardo - Jest żądnym śmierci mścicielem, nie materiałem na kochającego męża. Miałby oświadczyć się Sakurze z powodu uczuć? Albo dlatego że jest, nieco koloryzując, ładna? To nie w jego stylu.
  - Myślicie, że chce ją tylko wykorzystać? - Oczy Shikamaru spochmurniały, a on sam na chwilę zamilkł - Cóż, również wiele nad tym myślałem.
  Przeklęta dwójka z Suny wymieniła między sobą szatańskie, pełne satysfakcji i samozadowolenia spojrzenia, w stylu “a nie mówiłem?”.
   - Dlaczego tak się tym interesujecie? - dorzucił  
Temari z obłudnie smutną miną poklepała mężczyznę po ramieniu.
   - Widzisz, ptasi móżdżku, zależy mi żeby Sakura nie wylewała więcej łez w moje ubrania, bo zawsze brudzi mi je tuszem, a ten jak wiadomo, ciężko się spiera.
   Nie pytał, co jeszcze ma do powiedzenia, bo mina kobiety jasno wskazywała, że zaraz padnie z jej ust kolejna rewelacja
  - Poza tym nie lubię, gdy szkoda mi ludzi.
To istotnie była rewelacja. Temari przyznała się do odczuwania ludzkich emocji, udowodniła, że posiada taką cechę, jak empatia.
Shikamaru odetchnął.
   - Niestety chyba nie pomogę - Bezradnie rozłożył ręce, mając jedynie nadzieję, że zadowolenie nie odbija się zbyt wyraźnie na jego twarzy. W przeciwnym razie mógłby mieć z tego tytułu trochę problemów; w najlepszym wypadku kobieta oskarżyłaby go o brak współpracy i uderzyła, w najgorszym - zdmuchnęła jego marne istnienie z powierzchni ziemi. Na zawsze. - Nie znam go. Chyba nigdy z nim nie rozmawiałem, a poza tym nie mieszam się w sprawy innych ludzi. Kłopotliwe jest użeranie ze swoimi problemami, a co dopiero, z  cudzymi.
   Dla ironii, jego problem znajdował się zaraz na wyciągnięcie ręki i zaciekle bombardował paznokciami powierzchnię wachlarza. Niepokój ogarnął dwójkę mężczyzn, którzy spoglądali na tą pozornie drobną kobietę, ogarniętą taką zjadliwością. Ściągnięta twarz wskazywała na niebotyczne skupienie.
   Była nieobliczalna gdy w grę wchodziło dobro jej przyjaciół i zarówno Kankuro jak i Shikamaru doskonale o tym wiedzieli, nawet jeśli Temari niekoniecznie chciała się do tego przyznać. Nie można zresztą ukryć, że jej sposób okazywania tejże więzi również był specyficzny i nie każdy miał na tyle siły, by przetrwać ewentualny wylew sympatii. Wyrażany był najczęściej w postaci czegoś wyjątkowo uszczypliwego.
  I chyba dlatego członek klanu Nara nie mógł oderwać od niej wzroku, gdy poruszała się gwałtownie, chodząc od ściany do ściany.
   - Nie lepiej pomówić z samym Sasuke? - zaproponował w pewnym momencie niby od niechcenia i przeczesał ręką kucyka, strosząc go na wszystkie strony. Fakt faktem, spał, zanim się tutaj włamali dlatego jego humor nie należał do najlepszych. Zbyt dużo zachodu kosztowałoby go wysilenie się na lepszy pomysł.. Nie. Tak właściwie to on nawet nie chciał o tym myśleć. Na samą myśl, że miałby myśleć i w dodatku robić to dobrze, piekielnie chciało mu się spać. Tym razem wstrzymał ziewnięcie, byleby nie narażać się na groźne spojrzenie No Subaku.
    - Nie. - zaprzeczył zdecydowanie mężczyzna o fioletowych tatuażach na twarzy i zerknął w stronę siostry, jakby to co miał zaraz powiedzieć, leżało w interesie ich obojga - Sasuke nie jest idiotą i na pewno powie nam tylko to, co chcemy usłyszeć.
  - A ja nie mam zamiaru słuchać z jego ust czegokolwiek o wielkiej miłości. - dorzuciła na dobitkę kobieta, srogo marszcząc brwi - Doprowadzi mnie to do konwulsji. A później się porzygam.
   - Proponuje zostawić ich dwójkę w spokoju. Niech sami ułożą sobie relacje.
 Kankuro wyraźnie się zmartwił, a Temari zirytowała, co dla niej było ekwiwalentem zaniepokojenia.
A niech to wszyscy diabli.
Teraz te ich przeklęte spojrzenia były wymierzone w niego i on dobrze wiedział, co to oznacza. Z marszu odrzucili jego genialny pomysł i wpadli na coś stokroć gorszego. Na boga.
   Temari, jak zwykle niechętna do pomocy, z ironią ujęła sens spojrzenia w słowach.
   - Koniecznie trzeba dowiedzieć się czegoś więcej!
Shikamaru w mig pojął jej intencję, i aż jęknął z niezadowolenia
   - Mam latać za nimi i robić przepytki? Chyba oszalałaś.
   - Ty? - prychnęła - Nie masz w sobie za grosz siły perswazji i brakuje ci rozumu. Ja to zrobię.
   - Dasz zwierzyć się Sakurze? Z własnej woli? - Nara kontrolnie zerknął na stojącego nieopodal Kankuro, na co ten tylko wzruszył ramionami i zrobił nietęgą minę. Nie miał pojęcia co chodzi po głowie starszej siostrze, to paskudny znak.
   - Nie ma w tym ani grama moich chęci, mogę cię zapewnić.- Bezinteresownie odwróciła się do nich tyłem, znowu zwracając na siebie uwagę stratega.
   - Więc po co była ta rozmowa, skoro i tak nie chcesz z nimi pomówić? - Pytanie zabrzmiało ironicznie bo i miało tak zabrzmieć. Shikamaru nie krył się z tym, uzupełniając wypowiedź o pełne pobieżnego politowania uniesienie brwii. - To pozbawione sensu.
   - Oraz twojego interesu. Potrzebowałam tylko twojej opinii, nic więcej, więc nie zadawaj już pytań. - Z miną wojowniczki poprawiła ogromny wachlarz na plecach. - Wychodzę! Wiem, co powinnam zrobić.


     Może i nie miałam zbyt dobrze w głowie, ale od pół godziny krążyłam od ściany do ściany, ucząc się chodzić w butach, które ewidentnie do chodzenia się nie nadawały. I nie stwierdzam tego w porywie chwili! O nie! To przemyślany, okupiony cierpieniem, przekleństwami i życiowym doświadczeniem osąd.
    Niech Bóg ma mnie w swojej opiece, ale jeszcze nie założyłam sukienki. Patrzyła się na mnie złowrogo z drugiego kąta pokoju i błyszczała tymi swoimi cekinami, niczym zapowiedź najgorszych tortur… Ale nic z tego nie miało znaczenia, bo Sasuke zaręczył się ze mną po raz drugi! Przeżywałam tą chwilę w kółko i w kółko.
   Przez cały późniejszy dzień chodziłam jak zamroczona, wpatrując się z rozmarzeniem w połyskujący pierścionek, jakbym miała go na dłoni po raz pierwszy w życiu. Sasuke był na tyle subtelny, żeby nie komentować mojego stanu, jednak Naruto niemal od razu, gdy tylko mnie zobaczył, zapytał, czy przypadkiem się nie naćpałam.
  Szczęściem - jasne! Ale zabrzmiałoby to zbyt obcesowo, więc po prostu uśmiechnęłam się wtedy, całkowicie pogrążając w jego opinii.
   Lewa noga, prawa noga, o cholera! Niebotycznej wielkości obcas przekrzywił się nieomal łamiąc mi kostkę, ale w porę uchwyciłam się krawędzi kredensu. W życiu nie zrobię na Sasuke piorunującego wrażenia, jeśli wyłożę się jak długa prosto u jego stóp, twarzą do dywanu.
   W twardym postanowieniu przysposobienia sobie umiejętności poruszania z gracją w każdych warunkach jeszcze przed południem, ćwiczyłam ciężko przez następną godzinę, ukryta w zaciszu sypialni.
  Apropo, czy wspominałam, że z Sasuke od czasu przeprowadzki dzielimy wspólne łóżko? Byłoby w tym całe mnóstwo ekscytujących rzeczy, gdyby nie to, że na samym dzieleniu się kończy. Nie mam na tyle śmiałości, aby przysunąć się lub - o zgrozo- poprosić go aby mnie przytulił. Sam zainteresowany nie wykazuje żadnej inicjatywy i w każdą noc po prostu kładzie się i zasypia. Bez sensu i bez puenty. Czasami tylko mruknie coś, żebym się tak nie kręciła. Koniec.
Pozwolę sobie zaznaczyć, chodź jest to raczej oczywiste, że oboje zajmujemy dwa krańce łóżka a przy tym nie bijemy się o kołdrę! Bo każdy ma własną.
 Czy można upaść jeszcze niżej?
   Przysiadłam na brzegu łóżka i z bolesnym grymasem rozmasowałam nogi, uprzednio zrzucając z nich szpilki. Położenie bosych stóp na zimnych panelach było najpiękniejszym uczuciem na świecie. Leciutka niczym piórko uniosłam się do pozycji stojącej i szybko zlokalizowałam reklamówkę z sukienkami. Rozkoszując się każdym krokiem, który dane mi było postawić na normalnej wysokości, przeszłam przez pokój i chwyciłam torbę, szybko wracając w poprzednie miejsce, usytuowane bezpośrednio przed wiszącym na ścianie lustrem.
  Wysypałam zawartość reklamówki na łóżko, ładnie ułożyłam obydwie sukienki na pościeli, zaparłam się rękami pod boki i obserwowałam, raz po raz w zadumie marszcząc brwi.
Kreacje prezentowały się nadzwyczaj dobrze, nie zawierając w sobie niczego wyuzdanego. Jedynym, moim zdaniem, mankamentem były te cekiny. Jedną suknię pokrywały niemal w całości, w drugiej zaś ciągnęły się dekoracyjnymi liniami, koniec końców i tak będąc praktycznie wszędzie. Nie gustowałam w tego typu błyskotkach, dlatego ciężko było mi pogodzić się z myślą, że oto dzisiaj będę świecić się w blasku lamp niczym najjaśniejsza gwiazda.
 W rezultacie wybrałam czarną, mniej wycekiowaną ale jednocześnie obcisłą sukienkę, kończącą się w połowie ud. Jej plusem był delikatny dekolt i rękawy ¾, sięgające nieco poza łokieć. Tym sposobem ukryłam siniaki, a zarazem czułam się na tyle ubrana, by nie doświadczyć wstydu i skrępowania, gdy stanę przed Sasuke w pełnej krasie.
  Zrzuciłam z siebie tunikę i naciągnęłam przez głowę sukienkę. Następnie dłońmi wygładziłam materiał, dopasowując go do własnego ciała. Leżała perfekcyjnie. Uśmiechnęłam się do własnego odbicia, wykonując jeden powabny obrót dookoła własnej osi. Doprawdy, czułam się.. ładna.
  Chwilę jeszcze pomarnowałam czas przed tym lustrem, układając na wiele sposobów włosy, robiąc różne, moim zdaniem ponętne miny oraz pozycję i z tego wszystkiego starając się wytypować najlepsze zarazem ułożenie włosów, najlepszą minę i najponętniejszą pozycję! Coś w sam raz, aby zawrócić Sasuke w głowie i jednocześnie nie zrobić z siebie debila. Ostatnie czego bym chciała, to oślinić się niczym mops podczas przejeżdżania językiem po wargach, albo na przykład monstrualnie zgarbić, co nadałoby mi wyglądu małego, różowego potworka. I to tylko dlatego, że próbowałam wyeksponować swoje (wątpliwej obecności), wdzięki.
  Dość już mam ciągłego upokorzenia!
   Odetchnęłam ciężko, nagle uświadamiając sobie że od ponad półtorej godziny siedzę zamknięta w tej sypialni, w sukience, z nałożonym makijażem i nawet nie nauczyłam się do końca panować nad tymi butami. Jeśli mój plan ma się powieść, muszę go wykonać jeszcze dzisiaj, zanim się rozmyślę. Więc raz kozie śmierć.
 Założyłam szpilki na stopy i pewnie stanęłam na nogach,po raz ostatni zerkając na swoje odbicie. Następnie leciutko poprawiłam włosy, wyprostowałam plecy i ściągnęłam do tyłu ramiona, ruszając przed siebie zebranym, powolnym krokiem.
  Moim celem było znalezienie Sasuke, by nie - wbrew temu jak wyglądam - zrobić mu striptiz, ale po prostu mu się spodobać. Przyciągnąć jego uwagę, zmusić, by spojrzał na mnie w inny sposób niż robił to do tej pory. Od czasu naszej ostatniej rozmowy - a było to przedwczoraj, pilnuje mnie na każdym kroku, sprawdza i kontroluje, mając poczucie, że nie wiem o przynajmniej połowie z tych czynności. Ciągle śledzi mnie jego podejrzliwy wzrok, a gdy to nie wystarcza - zasypuje lawina pytań. Próbuję sobie tłumaczyć, że robi to z troski… ale powoli sprawa zaczyna mnie przerastać. Albo inaczej mówiąc, po prostu irytować!
  Cholerni mężczyźni!
   Stukając obcasami, wyszłam na ciągnący się korytarz. Zmierzałam w stronę salonu, przeczuwając, że raczej nie ma powodu szukać Sasuke w kuchni, na którą wciąż składa się tylko sadza i popiół. Plus tej sytuacji był taki, że teraz zamawiałam nam jedzenie bez wyrzutów sumienia, że nie potrafię gotować.
  Przechodząc, przelotnie zerknęłam do pustego pokoju, jednego z wielu jeszcze przez nas nie “podbitych”. Pomieszczeń w nowej rezydencji Uchiha było tak dużo, że nie bardzo mieliśmy pomysł co można z nimi zrobić, większość pozostawała więc zamknięta, a ja powoli uczyłam się zapominać o ich istnieniu. Zresztą niemal wszystkie poza tym jednym znajdowały się w tylniej części domu.
    O dziwo, Sasuke nie było ani w salonie, ani w ogrodzie ani w przedpokoju. Poruszanie się w tych butach, powoli zaczynało mi ciążyć, a jednak zmuszałam samą siebie do kolejnych kroków, zmierzając w stronę kuchni. Dla upewnienia wyjrzałam przez zwęglony próg, tam również go nie dostrzegając.
   Przystanęłam i zaparłam się rękami pod boki, myśląc głęboko. Szansa na to, że mój ogarnięty obsesją bezpieczeństwa narzeczony opuścił dom tak po prostu były bardzo małe. A jednak bieganie w tych butach po całym mieszkaniu i szukanie go, wydało mi się równie głupim pomysłem.
Westchnęłam ze zrzygnowaniem i postanowiłam wrócić do sypialni, przebrać się i poczekać, aż obiekt moich westchnień sam wyjdzie z ukrycia..
   Odwróciłam się i trochę żwawiej poruszając nogami, ruszyłam w drogę powrotną przez korytarz. Świadomość, że niedługo ściągne te paskudne szpilki zadziałała ogłupiająco, znacznie obniżając poziom mojej ostrożności. Idąc nie podpierałam się ścian, tylko śmiało wyrzucałam przed siebie ręce, dopasowując ruch do prędkości kroków. Dźwięk twardo stawianych na ziemi obcasów niósł się do pokojach.
  Ustał, na równi z moim przeraźliwym wrzaskiem, który wydałam z siebie sama nawet nie wiem w którym momencie! Zapomniałam o dywanie, który Sasuke położył na korytarzu, tuż za drzwiami od łazienki. Jeden z obcasów zdradziecko wdarł się pod ciężką tkaninę i nim się zorientowałam, już było za późno! Szybkość z jaką wyrzucałam nogę raptownie podwinęła dywan do góry, sprawiając że po prostu potknęłam się i straciłam równowagę, wciąż będąc w ruchu.
Lecąc tak, jak wydawało mi się, w zwolnionym tempie przeżywałam bolesny skurcz serca i niemal czułam na twarzy ból, spowodowany nagłym upadkiem na ziemię. W ostatnim momencie zdołałam jednak jakoś postawić nogę na ziemi i przekręcić całe ciało, by nie leciało na ziemię - tylko na biegnącą nieopodal ścianę.
  Wleciałam w nią z pełną prędkością, w reakcji bezwarunkowej asekurując się wyciągniętymi przed siebie rękami. Kolejny błąd! Byłam tak zaaferowana tym co się dzieje, że nieświadomie, w wyniku zagrożenia skumulowałam czakrę u wewnętrznej powierzchni dłoni. I nic byłoby w tym nic strasznego, gdyby ta czakra nie postanowiła uwolnić się z mojego ciała zaraz po hucznym zetknięciu ze ścianą!
Wrzasnęłam po raz drugi, gdy twarda struktura nie okazała się wystarszającą przeszkodą dla mojej niszczycielskiej natury! Pod wpływem nieplanowanego upadku i tej przeklętej chakry, ściana roztrzaskała się w drobny mak, sprawiając, że jak powinnam się zatrzymać - tak leciałam dalej, chodź tym razem w obecności gruzu, huku, pyłu i piachu! Zatrzymałam się dopiero na twardych, nieco wilgotnych kafelkach tworzących podłogę w łazience, czyli pomieszczenia mieszczącego się zaraz za tą przeklętą, marną i nietrwałą przegrodą. Kolana piekły mnie od upadku, gdyż to one zetknęły się ze stałym gruntem w pierwszej kolejności; później były to ręce, którymi również podparłam się o ziemię. Dyszałam głośno, powoli uświadamiając sobie… że żyje!
I że podłoga w łazience jest mokra…
  Z odrętwieniem ogarnęłam wzrokiem całą, otwierającą się przede mną przestrzeń. Zamknięte na klucz drzwi, kaloryfer, duża, przestronna wanna lśniąca od wody, nagi Sasuke wpatrujący się we mnie z niecodziennym szokiem, umywalka z lecącą, bieżącą woda i niewielkie lustro nad nią, zaparowane od temperatury…
Nagi Sasuke wpatrujący się we mnie z niecodziennym szokiem.
Zamarłam w bezruchu, gapiąc się na niego w całkowitym, nieskończonym milczeniu. Niemądrze otworzyłam usta. A on, niezrażony kompletnie swoją nagością, jedynie opuścił rękę którą wycierał włosy, mimochodem odwieszając ręcznik na kaloryfer.  
   Nagle otrząsnęłam się i raptownie opuściłam głowę, czerwieniąc się jak pomidor.
   Trwając w stercie gruzów, nie wiedziałam gdzie mam podziać wzrok. Za to wzrok wiedział doskonale, gdzie powinien się właśnie znajdować i uparcie zbaczał z celu, jakim była podłoga zasypana pyłem, zaraz pomiędzy moimi rękami.
Przez pierwsze sekundy po cudownym wyskoczeniu ze ściany, skupiał się wyłącznie na Sasuke. A raczej, prawdę mówiąc, na tej najintymniejszej części jego ciała. I teraz również, nieustannie się tam kierował, całkowicie wbrew mojej woli. Mój boże, przecież ja nie mam pojęcia jak wyglądał wyraz jego twarzy, wiem za to jak wyg… Mój boże. Pragnęłam umrzeć.     
   Pragnęłam też chłonąć wzrokiem ciało mojego narzeczonego, mimo tego jak zażarcie temu zaprzeczałam. Był nieziemsko przystojny, o wyraźnie rysującym się niemal każdym skrawku mięśni, a przy tym niezaprzeczalnie silny i emanujący męskością. Dosłownie i w przenośni! Raz jeden w życiu doświadczyłam tego widoku i to przez kilka krótkich sekund, a już nie mogłam wyrzucić go z głowy. Spalę się zaraz ze wstydu. A jeśli nie, to on z nerwów osobiście mnie zaraz podpali, używając swojego Katona.
   Sasuke nie przejmował się nic a nic tą krępującą sytuacją. Dalej stał w tym samym miejscu, karmiąc się moją rozpaczą. Gdybym teraz na niego spojrzała, tylko upewniłabym się w przekonaniu, że jego twarz nie wyraża niczego konkretnego - jak zawsze. A to było po stokroć gorsze, niż gdyby miał mnie zaraz zwyzywać albo chociażby wyśmiać.
   - Co ty robisz? - zapytał tylko ze stoickim spokojem, totalnie nie pasującym do sytuacji.
   - Wydaje mi się, że wejście w tym miejscu będzie wygodniejsze - przyznałam z wahaniem, czując jak kusa sukienka oraz seksowne buciki niemal wrzynają mi się w ciało, przypominając o swojej obecności.
Z tego gorąca piekła mnie cała twarz, w tym nawet czoło.
   - Czyżby?
Niemal wyczułam, jak podnosi brew do góry, a czarne oczy mierzą mnie z pogardą.
   - Tak, zdecydowanie.
Pokiwałam głową przecząco, mimo tego że wydźwięk słów pozostawał pozytywny.
Zaraz… Czy nie wspomniałam wcześniej czegoś o upokorzeniu? Że już go więcej nie doświadczę? Cóż, zapomnijcie. Oto osiągam właśnie wyżyny kompromitacji.
   - A teraz zapytam całkowicie poważnie. Co ty robisz?
Tak, jakby wcześniej tylko sobie żartował. Mogłabym się założyć, że ton jego głosu nie zmienił się nic a nic, w porównaniu z poprzednim razem.
   - Niechcący upadłam i rozwaliłam ścianę.
Milczenie. Głuche, durne, napięte milczenie. Jeśli on za chwile czegoś nie powie, to zwariuje. Na marne próbowałam zapanować nad sytuacją, z której nie dało się wyjść z klasą. A może jeśli zacznę walić głową o te kafelki…   
   - Tylko ty potrafisz niechcący rozwalić ścianę. - odparł w końcu, równie beznamiętnie, po czym poruszył się, o czym świadczył stłamszony dźwięk. Najwyraźniej przedzierał się przez zrujnowane szczątki ściany. Nie odważyłam się podnieść wzroku, po części dlatego że nie ufałam samej sobie.
Dlaczego w takiej sytuacji ja dalej myślę o… No właśnie. Zaczerwieniłam się jeszcze bardziej, a temperatura mojego ciała skoczyła do takiego stopnia, że woda pod moimi palcami niemal zaczęła parować.
   - Długo masz zamiar tak klęczeć?
Klęczeć, przed Sasuke, który jest..  Aż zadławiłam się śliną, wydając z siebie jednocześnie głośny, dziwny dźwięk towarzyszący zazwyczaj odkrztuszaniu.
  Stanął na wprost mnie. Zwieszając głowę byłam w stanie zobaczyć tylko jego stopy. Ładne stopy, tak przy okazji. Zwilżyłam spierzchnięte usta językiem.
   - Wstawaj, Sakura.
   - Nie mogę - pisnełam rozpaczliwie
   - Dlaczego nie możesz?
Pomyślałabym, że się o mnie martwi ale ton jego głosu nie pozostawiał mi żadnych złudzeń. Sasuke był zatrważająco opanowany, co odbijało się w tym co robił oraz mówił.
Przełknęłam ślinę, decydując się wyjawić krępujący powód, który jak w amoku, uparcie przytrzymywał mnie w miejscu.
   - Bo nie masz ubrań.
   - I to cię zawstydza?
Wydałam z siebie cichutkie “”Mhm!”, absolutnie nie będąc zdolną do wypowiedzenia całego zdania. Rozmawianie o takich rzeczach, w takiej sytuacji potwornie mnie peszyło. Miałam ochotę stamtąd uciec i dać się porwać temu szukającemu medyków maniakowi. Tymczasem Sasuke nie miał zamiaru dać mi taryfy ulgowej. Było to szczególnie widoczne w jego następnych słowach.
   - Parę dni temu otwarcie przyznałaś że chcesz uprawiać ze mną seks, a teraz wstydzisz się gdy jestem nagi? - Zrobiło mi się gorąco - Czy to nie hipokryzja, Haruno?
Mówi do mnie po nazwisku, sprawa jest poważna. Postanowiłam to przemilczeć.
   - Wstawaj, Sakura. Już się zasłoniłem - dodał po chwili nieco delikatniej.. Lekko zadarłam głowę, spoglądając niepewnie na jego wyciągniętą rękę, a następnie na ręcznik, szczelnie otaczający biodra mężczyzny. Z wahaniem przyjęłam jego pomoc, podnosząc się na równe nogi.  
 W tych butach niemal sięgałam mu wzrostem, co było wyjątkowo miłą odmianą. Z obojętną miną strzepałam z włosów okruchy ściany, po czym równie niewzruszona oczyściłam z nich sukienkę, sprawiając że biało-kredowa poświata zniknęła, ustępując miejsca nieskazitelnej czerni. Odetchnęłam i spojrzałam Sasuke prosto w oczy z pewnością, której pochodzenia nie znałam. Wbrew sobie wyprostowałam plecy i ściągnęłam ramiona.
Uchiha zmarszczył brwi ale nic nie powiedział. Chyba po tej całej akcji z kuchnią przestał przejmować się ewentualnymi zniszczeniami. Ja tymczasem, z niewiadomych powodów, zaczęłam zachowywać się jak gdyby nigdy nic. Sama nie potrafiłam tego pojąć.
  Mężczyzna skrupulatnie otaksował mnie wzrokiem.
   -  Wybierasz się gdzieś?
   - Właściwie to nie - odparłam natychmiast, twardo odwracając spojrzenie i jednocześnie dłonią poprawiając włosy. Pewnym gestem zaczesałam kilka kosmyków za ucho. Następnie odchrząknęłam. - Dlaczego pytasz?
Co się ze mną najlepszego dzieje?! Moja wewnętrzna ja zasłaniała usta i z przerażeniem wpatrywała się w rozgrywającą scenę. Wcale nie chciałam robić z siebie twardzielki, tymczasem wszystkie moje słowa i nawet ruchy składały się jednoznacznie na tą cechę. Zerknęłam na Sasuke zaledwie kątem oka, w sposób wskazujący, że niewiele mnie teraz obchodził.
O mój boże. Czemu.
Sasuke nie stracił gardy, nawet jeśli moje zachowanie chodź trochę go zdziwiło.
   - Bo nie przypominam sobie, żeby tak wyglądał twój codzienny strój.
   - Może niewiele o mnie wiesz? - zagadnęłam z ironią i lekko, jakbym robiła to od lat zarzuciłam rękę na biodro, wpatrując się prosto w jego czarne, nieodgadnione oczy.
   - A może wiem więcej, niż myślisz?
Zmrużyłam powieki, nieco tracąc rezon.
   - Co chcesz przez to powiedzieć?
   -  Usiłujesz mi się przypodobać. - bardziej stwierdził niż zapytał i nieznacznie zadarł głowę, ukazując w tym czynie pewność swoich słów.
   - Oczywiście że nie! Tak naprawdę wybieram się na spotkanie z dziewczynami, zaraz powinny tu być.
   - Czyżby? Kto taki?
   - Hinata i Ino - palnęłam bez chwili namysłu, wypowiadając imiona dwóch pierwszych kobiet jakie wpadły mi do głowy.
   - Doprawdy? - Coś w tonie jego głosu nakazało mi nie brać jego słów na poważnie. Drań, ze mnie kpił! - To dlatego rozwaliłaś ścianę?
   - To było niechcący! - syknęłam z naciskiem i uniosłam do góry jednego palca. Powstrzymałam się przed tupnięciem nogą.
   - Rzeczywiście. Kto robi z premedytacją takie rzeczy - Twarz Sasuke była poważna, ale oczy się śmiały. - Zamierzasz niechcący roztrzaskać coś jeszcze, zanim przyjdą?
Głośno wypuściłam powietrze przez nos, posyłając chłopakowi ostrzegawcze spojrzenie. Jego poczucie humoru było doprawdy wybitne.
   - To mi wystarczy.
   - Przyznaj Sakura, że chciałaś coś osiągnąć. - Wbijał we mnie to tajemnicze, przyprawiające o słodkie ciarki spojrzenie i zbliżył się, nie zważając na to że był półnagi, a jego biodra otaczał tylko luźno przewiązany ręcznik - Może znowu próbujesz mnie uwieść? - Jego spokojny, męski głos przedzierał się przez moja skołataną głowę, wprawiając całe ciało w stan napięcia i niepewności. Cofnęłam się o półkroku - Lub pragniesz usłyszeć komplement o tym, że wyglądasz teraz bardzo pięknie? Bardzo seksownie… I bardzo pociągająco? - Zetknęłam się plecami z nierównomierną krawędzią zniszczonej ściany, a on nonszalancko oparł zgiętą w łokciu rękę tuż nad moją głową, pochylając się z szelmowskim błyskiem w oku. Był niepokojąco blisko. Przełknęłam ślinę jednocześnie wstrzymując powietrze. Jego ciepłe oddechy rozbijały się na moich wargach, powodując napady gorąca i skurczy w podbrzuszu. - Być może powinienem nauczyć cię pokory i powiedzieć, co chciałbym teraz z tobą zrobić, Sakura? - Skubnął zębami moje usta. Nie mocno ale na tyle, bym zdołała poczuć w sobie narastające pożądanie - Jesteś na to gotowa?
 Nasze usta dzieliły dosłownie milimetry, a on dalej jedynie wpatrywał się we mnie i mówił, samym głębokim tonem wpędzając mnie w stan bliski euforii. Gromadziło się we mnie uczucie, domagające natychmiastowego spełnienia. Instynktownie przysunęłam ku niemu głowę, chcąc połączyć w końcu nasze wargi… a on wtedy uśmiechnął się z wyższością i odsunął, wypowiadając pełne triumfu: “Wiedziałem”. Moje usta musnęły tylko powietrze.
  Wpatrywałam się w niego jak na raroga, powoli łącząc fakty.
Drań znowu mnie przechytrzył! I na dokładkę sprytnie zabawił moim kosztem, podle mną manipulując!
Już miałam nabierać solidnego wdechu i nawymyślać mu tak, że się nie pozbiera kiedy on nagle chwycił mnie za rękę i pociągnął ku sobie. Miękko opadłam na jego nagi tors, automatycznie opierając się o niego dłońmi. Zdołałam zawołać tylko krótkie “ej!”, zanim kurczowo objął mnie w pasie i obrócił nas, tak że to on teraz opierał się o ścianę. Ja z kolei opierałam się o niego i uparcie próbowałam nie zaczerwienić.
   - Powiedz, że coś do mnie czujesz. - mruknął nagle, nachylając głowę i delikatnie przejeżdżając nosem po moim gorącym policzku.
   - Słucham?
   - Po prostu to powiedz.
   - Że znowu cię kocham, o to ci chodzi?
Milczał, cierpliwie wyczekując dalszych słów.
   - Dlaczego miałabym to zrobić? - Pociągnęłam i z niedowierzaniem pokręciłam głową, odzyskując zdolność racjonalnego myślenia. To tak, jakby ktoś oblał mnie lodowatą wodą. - Nie rozumiem. Już nie pamiętasz, co mi kiedyś powiedziałeś? Że wręcz zabroniłeś mi siebie kochać? Kochać kogokolwiek, gwoli ścisłości?
Spojrzał na mnie z niecodziennym zacięciem.
   - Zapomnij o tym co wtedy mówiłem, Sakura.  
   - Zmieniłeś zdanie?
   - Po prostu muszę to wiedzieć.
Zamilkłam, wpatrując się w jego nieodgdniony wyraz twarzy. A jednak z czarnych oczu nie biła ironia, którą tak dobrze znałam…Dlaczego tak raptownie zmienia swoje emocje, sprawiając, że chwilami nie potrafiłam nad nim nadążyć? A jeśli to tylko kolejna próba manipulacji?
    - Nie kocham cię, Sasuke. - przyznałam po chwili ciszy, czując jak gardło stopniowo ściska się, z wstrzymywanego płaczu. - Nie kocham cię.   
A wtedy on uśmiechnął się kącikiem ust, jakby z politowaniem i oplótł mnie jeszcze mocniej.
   - Spodziewałem się, że skłamiesz.
   - Wcale nie kłamię.
   - Jak bardzo potrafisz się pogrążyć, Haruno? - zapytał, chodź moim zdaniem było to pytanie retoryczne, bo nie czekając na odpowiedź, przeniósł wzrok na moje usta i dodał: - Pragniesz mnie?
   - Nie - odparłam twardo, co spotkało się z jego badawczym, nieco rozbawionym spojrzeniem.  
   - Jesteś w stanie mi to udowodnić?
Pogrywa sobie ze mną, jestem tego niemal w zupełności pewna!
   - Jasne. W każdej chwili.
Chyba właśnie się pogrążam. Wewnętrzna Sakura biła we wszystkie wewnętrzne dzwony, bym czym prędzej ulotniła się spod wpływu tego zdradzieckiego mężczyzny! Spróbowałam to zrobić lecz na marne. Trzymał mnie mocno, jedną ręką oplatając w tali a drugą…
Poderwałam się do góry i dosłownie napięłam w jego ramionach, rażona gromem niebywałej rozkoszy i paniki zarazem. Kiedy on zdołał…  
Jęknęłam gardłowo, i z głośno walącym sercem naprzemiennie zaciskałam i rozluźniałam nogi, nie mogąc się zdecydować, co powinnam zrobić.
  - S-Sasuke, co ty..!
 Jego ręka wprawnie przedostała się pod krótką sukienkę, nieco ją podwijając i teraz przylegała do mojej kobiecości, w jakiś cudowny sposób sprawiając, że nie mogłam zebrać myśli. A jednak wystarczyły trzy sekundy intensywnej pieszczoty, podczas której nawet nie pozbył mnie koronkowych fig, bym straciła jakąkolwiek ochotę na wyzbycie się stamtąd jego ręki.
Nie przypuszczałabym… nigdy… że to potrafi być aż tak przyjemne….i… Westchnęłam głośno, prosto w jego ramię do którego teraz kurczowo przyciskałam głowę, usiłując nie jęczeć. A jednak w pewnym momencie mój oddech samoistnie stał się szybszy i głośniejszy, a biodra rozpoczęły poruszać spazmatycznie, mocniej i intensywniej napierając na jego dłoń. Dlaczego sam dotyk, w dodatku przez materiał potrafił być aż tak... Ah! Stłumiając głośny okrzyk, lekko zacisnęłam zęby na jego skórze.
   - To również wiedziałem. - wyszeptał zmienionym głosem i nie zaprzestał tego, co robił, jedynie jeszcze sprawniej doprowadzając mnie do istnego szaleństwa. Wiłam się pod jego dotykiem, bez słów domagałam więcej i więcej, nie mając pojęcia, co się ze mną dzieje.           
   Zatraciłam się w poczuciu rozkoszy tak bardzo, że nie wiedząc kiedy mocno uczepiłam się palcami ramion mężczyzny i pozwoliłam, by jedną z moich nóg zarzucił na będącą obok umywalkę, znacznie ułatwiając sobie dostęp. Nie oponowałam, wręcz przeciwnie. Grą ciała odpowiadałam na jego ruchy, z zadowoleniem dostrzegając, że to również sprawia mu przyjemność. Znaczne wybrzuszenie na ręczniku, przyprawiło mnie zaledwie o trochę mocniejszy rumieniec.
  Mocno zagryzłam wargę, gdy pieszczota nabrała na intensywności, a przyjemność stała się wręcz nieznośna. Rozkoszne pulsowanie na dole z każdą sekundą zdawało się rosnąć w siłę, chodź myślałam, że nie może być już lepiej. Dyszałam w szyję Sasuke, nie ważąc się podnieść głowy i spojrzeć mu w oczy. To wszystko było takie… Ah! Ah, ah ah!
 Wszystkie bariery puściły. Cudowne, nie do opisania uczucie rozlało się niczym błysk po moim ciele. Poruszyłam się spazmatycznie, jednocześnie napinając całe ciało. W jednej chwili jeszcze mocniej przywarłam do Sasuke, cichutko wyjękiwując jego imię i pozwoliłam, by nagła, ogarniająca i niewyobrażalna rozkosz stopniowo przerodziła się w ulgę. Serce biło z nieprawdopodobną szybkością, gdy usiłowałam złapać oddech i uspokoić rozedrgane nerwy. Długo wstrzymywane od lat napięcie zelżało, pozwalając mi na odzyskanie względnego spokoju.
  Sasuke dyszał również, opierając policzek o moje włosy. Trwaliśmy tak, nawet nie wiem ile, bez słów, ale w całkowitej harmonii. Powoli opuściłam nogę na ziemię.
   - Dlaczego.. to zrobiłeś? - zapytałam z wolna, niepewnie unosząc głowę by móc na niego spojrzeć. Miał połyskujące oczy, nadające mu nieco drapieżnego wyrazu i rozczochrane włosy, które w przypływie rozkoszy, niejednokrotnie zmierzwiłam. - T-To znaczy, to nie tak, że tego nie chciałam, ja tylko..
   - Wiem - uciął z pojednawczym, zabarwionym goryczą uśmiechem - Po prostu jesteś teraz tak pociągająca, że ciężko było mi nad sobą zapanować. - Oparł czoło na moim ramieniu, częstując skórę na nim powolnymi oddechami. - Często wystawiasz mnie na podobne, mordercze próby. I robisz to specjalnie, bo wredna z ciebie małpa.
   - Również nie należysz do najsłodszych.
 Powoli podniósł głowę. Uśmieszek na jego twarzy nie zwiastował niczego dobrego.
   - Ty za to w najsłodszy sposób jęczysz moje imię. - wyszeptał, sprawiając, że za sprawą tych kilku słów znowu zrobiło się między nami intymnie. Zaczerwieniłam się po sam czubek głowy. - Chciałbym usłyszeć to ponownie..
I przejechał językiem po górnej linii moich warg, wprawiając całe ciało w drżenie. Po czym odsunął się, rechocząc.
  Przeklęty gnój!
    - Doigrasz się, Uchiha!
Odsunął mnie od siebie i odwrócił się plecami, za sprawą jednego kroku przechodząc przez dziurę w ścianie.
    - Niewątpie. - mruknął mimochodem i niedbale machnął ręką.
    - Pożałuje, że o to zapytam, ale skąd ten gruz na korytarzu?
O cholibka…!
  W wielką dezorientacją wypisaną na twarzy gwałtownie spojrzałam na postać Sasuke, bo tylko jego mogłam zobaczyć ze swojego położenia. Mężczyzna zamarł bez ruchu na korytarzu, w niebotycznym skupieniu wpatrując się w stronę salonu i.. nic poza tym. To mogło oznaczać u niego wszystko i nic, od rozbawienia do gniewu włącznie.
   - Nie powinnaś raczej zapytać, skąd półnagi facet pośród tego syfu?-  odezwał się drugi, niewątpliwie damski ton, o ostrym zabarwieniu. Chyba go skądś kojarzę. Chyba mnie to martwi.
 Nie mogąc dłużej trwać w niepewności, pewnie wychyliłam się z łazienki, opierając rękami o pokryte białym pyłem krawędzie regipsu. To co zobaczyłam, dosłownie sprawiło, że zabrakło mi słów. Trwałam więc tak, narażając się na zblazowane spojrzenia obu kobiet. Jedna stała pewnie na środku przejścia i tarasowała sobą niemal całą przestrzeń, bojowo opierając ręce na biodrach; druga zaś trzymała się nieco z tyłu, i tylko wyglądała przez ramię towarzyszki, w podobny sposób jak ja w tej chwili.
   - O! Jest i czyjaś głowa, zobacz Hinata! Skądś ją chyba znam... - Dziewczyna zamyśliła się teatralnie - A tak! Zwyciężczynia plebiscytu na największą hipokrytkę. Wszędzie poznam te różowe włosy.
   - Witaj Temari. - mruknęłam cierpko, po czym wyłoniłam się z łazienki, ostrożnie stawiając kroki na posypadej odłamkami ściany podłodzę. Będę musiała to posprzątać, cholera.. - Cześć, Hinata - dodałam łagodniej
Granatowłosa posłała mi szeroki uśmiech, lecz twarz No Subaku pozostała bez wyrazu. W tym wydaniu była bardzo podobna do swojego męskiego odpowiednika, dla ironii stojącego nieopodal. Ta dwójka nie musiała robić nic konkretnego, by roztaczać wokół siebie groźną aurę.. Tak jak teraz. To pewnie dlatego wraz z Hinatą trzymałyśmy się nieco z tyłu.  
Zignorowałam fakt, że Temari zilustrowała mnie spojrzeniem od góry do dołu, momentalnie unosząc jedną brew ku górze. Miało to niewątpliwie oznaczać zażenowanie, tudzież mało elokwentne wykpienie.
   - Hinata, czy kiedykolwiek z Naruto zdarzyło wam się, w feworze namiętności coś rozwalić? - Kobieta odwróciła się ku Hyuudze ze sztucznym zainteresowaniem.
Kiedy znów spojrzała na mnie, jej oczy mówiły “Mam cię, złotko”.
   - R-Raczej nie.
   - W takim razie okropna z was para. Spójrz, jak robią to profesjonaliści. - Teraz wyraźnie uśmiechnęła się z ironią!  
   - Nie uprawialiśmy seksu! - zaoponowałam twardo, wiedząc doskonale że Sasuke ani myśli zaprzeczać. Modliłam się tylko, aby nie postanowił teraz zanegować moich słów.
Temari raz jeszcze rzuciła na nas swoim wprawnym okiem tyrana.
   - Wcale na takich nie wyglądacie. - Wzruszyła ramionami. Jednak za tym gestem czaiło się coś więcej. Błyszczące ogniki w jej oczach tylko mnie w tym upewniły.
Automatycznie sięgnęłam dłonią do włosów, chcąc jej wygładzić.
Po chwili okazało się, że była to piekielnie zła zagrywka!
Nawet Hinata wyłapała ten niepozorny ruch i uśmiechnęła się, ze zrozumieniem.
Nie nie nie!
   - Słuchajcie to wcale nie tak… Właściwie jak się tu dostałyście? - palnęłam nerwowo, dając ponieść się panice i lekkiemu zażenowaniu. - Drzwi były zamknięte.
   - Były - Temari znajomym gestem zerknęła na własne paznokcie - W każdym razie zostałaś przyłapana na gorącym uczynku, skarbie. To się dobrze składa, bo i tak mamy do pogadania.
   - Po tym jak włamałaś się do mojego domu, zgaduje, że siłą zaciągniesz mnie do sali przesłuchań.
   - Odradzam stawianie oporu.
   - Myślisz, że ma na sobie majtki?
Zatkało mnie... Zatkało Temari... Zatkało nawet Sasuke, który przez setną sekundy rozwarł szeroko oczy, a następnie wrócił do prezentowania bezbarwnej miny. Wszyscy bez wyjątków wpatrywaliśmy się w przystępującą z nogi na nogę Hinatę - nadawczynie wcześniejszych słów, która zdawała się nie dostrzegać powodu naszego wkołowania.
   - No co? - burknęła, czerwieniąc się poniewczasie.
Przez chwile nikt się nie odzywał, więc postanowiłam przerwać to szaleństwo milczenia i rozwiać wątpliwości granatowłosej.
   - Tak, mam na sobie majtki. W dodatku nic nie wskazuje na to, bym miała się ich w najbliższym czasie pozbyć.
I kiedy Hinata otwierała już usta, aby mi odpowiedzieć w akompaniamencie parsknięcia Temari, rozległ się głośny wrzask:
   - Heeeeej, mogę już wejść?!
   - Cholerka, to Naruto. Zapomniałam o nim! - przyznała natychmiast jego narzeczona, robiąc szczerze wystraszoną minę. Hinata zawsze mocno przejmowała się sytuacjami, które w przypadku innego człowieka, zostałyby potraktowane co najwyżej machnięciem ręki. Tymczasem ona, po odkrzyknięciu swojemu narzeczonemu, że już jest bezpiecznie, nie przestawała przeżywać i kiedy tylko blondyn przekroczył próg mojego domu, przepraszała go gorliwie, całą winę biorąc - rzecz jasna- na siebie.
Było to po części zabawne, bo Uzumaki dość szybko zapomniał, że musiał czekać na ganku o tą minutę dłużej.
   - Właściwie dlaczego nie wszedłeś od razu? - zapytałam się go, kiedy tylko pierwsze emocje opadły, a nasze zebranie w korytarzu nabrało nieco poważniejszego zabarwienia. Temari przestała ze mnie kpić, a Sasuke zdołał się nawet ubrać w spodnie. Gdybym tylko ja nie wyglądała jak ulicznica..
   - Wejść? Do waszego domu? Oszalałaś?! - Niemal złapał się za głowę.- Po ostatnim razie Sasuke niemal roztrzaskał mi czaszkę swoim chidori. Nie jestem samobójcą, o nie nie..
   - I słusznie - mruknął Sasuke, po raz pierwszy i chyba ostatni w tym spotkaniu. Zerknęłam na niego kontrolnie, tylko upewniając się że jego wzrok błądzi gdzieś ponad wszystkimi, a on sam nawet nie udaje zainteresowanego. Typowe.
   - Więc puściłeś swoją narzeczoną, żeby zginęła jako pierwsza z ręki tego szaleńca? -  Na oślep wskazałam na Sasuke, wkładając w to zdanie całe swoje oburzenie.
   - Przecież poszła z Temari. Co złego mogło jej się stać? - mruknął z dezaprobatą
Zamyśliłam się.
   - W sumie masz racje..



   - No. To słucham!
Temari rozsiadła się jak bogini na kanapie w pobliskiej kawiarni, zostawiając Hinacie tylko malutki skrawek zaraz przy oparciu. Przezorna ja, wiedząc, że tak będzie wybrałam dla siebie niewielki fotel, gdzie zaszyłam się w poczuciu pełni komfortu. Ostre określenia Cztero-Kitkowca nie robiły na mnie wrażenia, bo zdołałam już do nich przywyknąć.
   Człowiek przyzwyczaja się do wielu rzeczy… Przekonałam się o tym wybitnie dobrze podczas przemierzania głównej alei wioski, kilka minut temu. Kiedy tylko obie “przyjaciółki” dowiedziały się, że nie wypijemy u mnie herbaty, bo spaliłam czajnik, a przy okazji też całą resztę kuchni, śmiały się bez przerwy przez całą drogę a ja już po 2 sekundach wyłączyłam się na wszystko, co łączyło się stricte z pogrążaniem mojej osoby. Czasami było to konieczne, jeśli nie chciało się skończyć jako emocjonalna ruina, jak to nieraz przy Temari różnym dziewczętom się zdarzało. W tym samej Hinacie. Zadziwiające było, jak dobrze się teraz dogadywały, podczas gdy przez całą poprzednią znajomość z powodzeniem darły koty. Nie. Źle to powiedziałam. To Temari je darła, później tylko obrzucając Hyuugę ich nieżywymi szczątkami, mniej więcej.
   - Co chcesz wiedzieć, diable? - Bezsilnie załamałam ręce - Wracaj do swojej gorącej krainy.
   - Na szczęście to nie zależy od ciebie, złotko - ucięła, po czym założyła nogę na nogę. Sygnał nieprzejednana i uporu, jak sądzę. Cichutko wypuściłam z ust powietrze. - Od jakiegoś czasu pewna rzecz spędza mi sen z powiek.
   - Poważnie? Tobie? - wtrąciła się z niedowierzaniem Hinata, bezgłośnie unosząc kubek z kawą i upijając niewielkiego łyka. Napój parował intensywnie.
   - Tak naprawdę to nie. Sypiam naprawdę dobrze, kiedy tylko przed snem wyobrażam sobie, jak targam pewną durną dziewczynę za włosy przez cały Kraj Ognia.
   - Chyba znam ich kolor - wtrąciłam markotnie i dla niepoznaki, również poczęstowałam się swoją herbatą. Smakowała cudownie.
   Nagle Temari zrobiła gwałtowny ruch, raptownie pochylając się do przodu co niemal wytrąciło mi kubek z rąk. W porę zdołałam go jednak złapać, chodź kilka bezcennych kapek naporu i tak wylądowało na ziemi.
   - Co wiemy o perspektywach małżeńskich Sasuke Uchihy?
  Nawet nie zdołałam się zadławić, kiedy w płynnej sekwencji ruchów szybko połknęłam to, co miałam w ustach i zapiszczałam, rażona gorącem spożytego napoju.
   - Słucham cię?
   - Podobno się żeni.
Z wahaniem obróciłam w rękach szklankę i odwróciłam wzrok. Paliło mnie wnętrze ust i cały przełyk, ale dzielnie trwałam z łzami zatrzymanymi pod linią powiek.
  - To prawda. - przyznałam, spoglądając z żalem na bezlitosną ale jakże smaczną sprawczynie mojego cierpienia. Tafla herbaty niewinnie zafalowała wśród brzegów ceramicznego naczynia..
  - Podobno z jakąś idiotką.
  - Cóż.. Nic mi o tym nie wiadomo.
Zmrużyła powieki, poddając mnie uważnej obserwacji
   - Podobno to ty - Cisnęła swój największy pocisk bez ostrzeżenia.
Odchrząknęłam, nieco ściszając głos.
   - Możliwe.
Miałam ochotę zagwizdać, wstać i tanecznym krokiem opuścić kawiarnie. Nieraz widziałam to w bajkach, i dość często był to świetny sposób na rozwiązanie problemu. Rzuciłam okiem w stronę drzwi, prowadzących na zewnątrz.
   - Jak ty sobie to wyobrażasz, po tym wszystkim, naiwniaro? - Temari wykrzywiła się, tworząc raczej grymas obrzydzenia aniżeli złości. - Macie się teraz pobrać, mieć grupkę czarnowłosych dzieci, razem zestarzeć się i popołudniami grać w cośtam na tarasie? Od tej idylli mam mdłości. Czuję się jak w jakimś ckliwym, miłosnym opowiadaniu.
   - Wynikły pewne okoliczności, które…
   - Nie próbuj mnie zbyć wyjaśnieniami, Pinki. Byłaś w Sunie, zarzekałaś się, że go nie cierpisz. Tymczasem parę tygodni temu dostaje list od Shikamaru… Szlag!
   - Piszecie listy?! - palnęłam od razu, na równi z Hinatą którą rozpromieniła się, niczym słońce w pochmurny dzień.
 Moje zielone oczy błysnęły szelmowsko, wyczuwając świeżą intrygę!
   - Bardzo oficjalne, nie wyobrażajcie sobie. - Skrzyżowała ramiona na piersi - Tak czy owak, nie mogę patrzeć jak rujnujesz sobie życie i dlatego najchętniej bym się na nie po prostu nie gapiła. Problem byłby rozwiązany. - Westchnęła ciężko, nerwowo podrygując uniesioną w powietrzu stopą - Ale Kankuro również się o Ciebie martwi. A co martwi jego, piekielnie irytuje mnie. Bo wiesz komu o tym ciągle mówi? Mi. Więc z łaski swojej zadbaj o moje nerwy i puść temat z Sasuke w niepamięć, bo ja już nie mam pomysłów, żeby tamować to jego zrzędzenie.
    - Chyba przestałam za tobą nadążać. - W poczuciu wewnętrznego obciążenia, oparłam podbródek o zgiętą w łokciu rękę - Czego tak właściwie chcesz?
   - Przede wszystkim własnego spokoju. - Wrzuciła do ust ciasteczko - A przy okazji twojego dobra. Czy tam czegokolwiek.
Uśmiechnęłam się sztucznie.
   - Kochana jesteś.
   - Szczera, skarbie. Poza tym, gdyby mi nie zależało, nie przybyłabym tu na hejnał. Doceń.
   - Mimo wszystko musisz zrozumieć, że okoliczności naszego zaręczenia były bardzo nietypowe.
  - To znaczy?
Wymieniłyśmy z Hinatą krótkie acz w pełni zgodne spojrzenia.
   - Gdyby nie Sakura, Sasuke zostałby oskarżony o popełnienie poważnego przestępstwa, którego nie zrobił. Skończyłoby się egzekucją. Ona jako jedyna mogła pomóc mu ujść z życiem i zrobiła to, oczywiście, w wyniku czego zostali narzeczeństwem. Tylko zachowaj to dla siebie, Temari. To niebezpieczna informacja. - wyjaśniła pokrótce białooka, również częstując się łakociem, leżącym na stole. Po chwili kontemplacji wybrała dla siebie najmniejsze ciastko.
   - Okey. I to niby miało pomóc mi w zaakceptowaniu tej sytuacji? - Temari wcale nie wydawała się bliższa temu pomysłowi, co nieco mnie zaniepokoiło. Podniosłam na nią wzrok - Do tej pory myślałam, że zrobiłaś to z tej twojej chorej miłości, Pinki. A teraz okazało się, że to była po prostu czysta głupota.
   - Głupota?
   - Czy tam, chorobliwa potrzeba udzielenia pomocy każdemu, kto tylko jej potrzebuje. Zwał jak zwał. - wyrecytowała, na koniec machnąwszy jednokrotnie ręką.
   - Proponuję zmienić temat - orzekłam pokojowo, wiedząc że ani prośba ani groźba nie zmusi Temari do zaakceptowania mojego związku z Sasuke. Ona go po prostu nie tolerowała, a w jej przypadku owy stan rzeczy przekształca się raczej ciężko. Nie miałam na to siły.
   - Może czas najwyższy, aby oprawca zmienił się w zwierzynę? - zaproponowała natychmiast Hinata, częstując moje oczy nadzwyczajnie cwanym uśmieszkiem. Temari, chyba instynktownie wyprostowała się, spoglądając ku dziewczynie z uwagą ale i niewypowiedzianym ostrzeżeniem. W mig zrozumiałam, o co chodzi.
   - Podpisuję się pod tym pomysłem rękami i nogami.
   - Uważaj, żeby ci ktoś ich zaraz nie połamał - mruknęłą bojowniczka, a ja byłam pewna, że nie są to czcze pogróżki.
A jednak Hinata, po raz pierwszy wysunęła słowny atak na Temari - nie mogłam tego zignorować. Podświadomie zatarłam ręce. Oto reinkarnacja mojego dawno temu zrodzonego planu, połączenia wreszcie Temari i Shikamaru! Tym razem miałam u swojego boku wsparcie, i byłam pewna, że No Subaku nie zdoła przekrzyczeć naszej dwójki, chodźby nie wiem jak się starała. Jeśli się uprzeć, to nawet łamanie kończyn może przyjść jej z niemałym trudem!
    - Wracając do tych listów - zagadnęłam jak gdyby nigdy nic i sięgnęłam po ciasteczko. Nie dobyłam go jednak, bo Temari nagle trzasnęła mnie po ręce, po czym sama poczęstowała się wybranym przeze mnie łakociem, ostatnim na talerzyku. Patrząc mi prosto w oczy wrzuciła go do ust. - Od kiedy to trwa? - mruknęłam nieco podminowana.  
   - Nie twój interes.
   - Po prostu cieszę się, że macie ze sobą kontakt. A tak właściwie to uważam, że listy są bardzo romantyczny sposobem na utrzymanie znajomości!
   - Zgodnie z tą twoją dziwną teorią, każdy z naszych wiecznie pisujących listy Kage, to potencjalny kochanek.
   - Ale wy nie jesteście Kage. - odważyła się zaznaczyć Hinata. Miałam ochotę przybić jej piątkę.
   - Tylko się przyjaźnimy - odpowiedziała twardo Temari, nie tracąc na uporze. Siedziała sztywna, jak po połknięciu kija, a jej spojrzenie mogło zmrozić krew w żyłach. Skrupulatnie unikałam patrzenia jej prosto w oczy.
   - Ja z Kankuro również jesteśmy przyjaciółmi, a nie wysyłamy do siebie listów -  stwierdziłam po krótkiej chwili, bardzo udawanego zamyślenia. - Dlaczego tak trudno ci to przyznać, Tema?
   - Nie mów do mnie Tema.
   - Odpowiesz na pytanie?
   - Nie, raczej nie.
   - Wiesz, że on cię kocha, prawa? - Do rozmowy wtrąciła się Hinata, błyskając ząbkami w szerokim uśmiechu - Przyznał to przy nas wszystkich.
   - To był omam, wynikający z niedospania.
   - Nie wierzysz mu? - zagadnęła Hyuga z nutą smutku w głosie, która mimo wszystko była szczera. - Czemu?
   - Hinata, doprawdy. To że Naruto zwrócił się ku Tobie, nie czyni z “miłości” namacalnego tworu. To raczej zbieg okoliczności. - Temari ściągnęła ku sobie brwi w charakterystyczny sposób łączący się z lekkim zadarciem głowy. Doskonale wiedziałam, że za chwile z ust dziewczyny wypłynie coś miażdżącego. Już chciałam wyrzucić z siebie cokolwiek, byleby ją zatrzymać, kiedy nagle przemówiła: - Myślisz, że Uzumaki przeleciałby cię i porzucił na drugi dzień? Litości. Wyrzuty sumienia nakazują mu pozostanie przy twoim boku. W końcu, podobno się przyjaźniliście. A on jak słyszałam, nie lubi wykorzystywać i ranić bliskich. - Oparła się wygodniej i skrzyżowała ręce na piersi, spoglądając z mrożącym opanowaniem na nieco pobladłą twarz białookiej. - To smutne, jak jedna noc potrafi przesądzić o całym życiu tak wrażliwego chłopaka.
   - Temari przesadziłaś! - rzuciłam równocześnie z chwilą, w której ta zamknęła usta.
   - Okey, Sakura. W porządku - Głos Hinaty wydał się niezwykle ulotny i słabiutki w porównaniu z twardą barwą No Subaku. Kontrolnie zerkałam od jednej kobiety do drugiej, nijak nie mogąc odnaleźć swojego miejsca w tej plątaninie epitetów. - Smuci mnie po prostu, że Temari tak niewiele wie o naturze drugiego człowieka. W tym o intencjach samego Shikamaru.
   - Jego intencje są wyłącznie jego sprawą.
   - Nawet, jeśli dotyczą ciebie?
Okey, jeśli do tej pory robiłam zblazowaną minę… to miałam do tego prawo! Hinata bez zająknięcia postawiła się Temari, matko droga. To może skończyć się tylko mordobiciem. Zaznaczę, że obie posiadają bardzo destrukcyjne zdolności, które bez problemu mogłyby zetrzeć w proch całą kawiarnię, ze mną w środku. Siedziałam nieco zaniepokojona, strzelając oczami w lewo i prawo. Nie muszę zaznaczać, że w każdej chwili byłam gotowa do uchwycenia łapsk No Subaku, gdyby zachciało jej się w porywie frustracji udusić swoją odważną rozmówczynię..

   - Nie kocham go. Nigdy go nie kochałam i nie zamierzam tego robić, chodźby był ostatnim facetem na świecie - Temari była pochmurna jak chmura gradowa, ale nieco zeszła z tonu - I dajcie mi w końcu spokój, bo was pozabijam!
  Czy tylko mnie wydało się, że jej głos daleki był od żartowania? Nabrałam powietrza w usta i głośno siorbnęłam herbatę, na moment odwracając ich uwagę od mierzenia się wzrokiem. Zerknęły na mnie przelotnie, po czym wróciły do cichego celebrowania swoich poglądów.
   - Jak tam pogoda w Sunie? Praży? - zagadnęłam, żałując, że nie mam gazety którą mogłabym teraz przeglądać.
Nieoczekiwanie Temari z odprężeniem nabrała głębokiego wdechu i rozsiadła się na kanapie, niemal rozpływając na miękkich poduszkach.
   - Jak cholera.


Cóż mogę wam powiedzieć, oprócz szczerego... Przepraszam? 
   Z weną u mnie cholerka bez zmian, po za tym życie mi się trochę zmieniło. Skończyłam szkołę, pracuje i na nic nie mam już czasu. Może 2-3 razy w tygodniu otworzę w ogóle laptopa; i jak nietrudno się domyślić, nie otwieram go niestety po to, aby doklecić parę zdań do kolejnego rozdziału - niestety! Bloga nie porzucę, nie ma w ogóle takiej opcji. Po prostu proszę was o cierpliwość, bo notki nie będą pojawiały się regularnie, ale będą! Tyle mogę obiecać od siebie.
W końcu planuje dla Sakury coś wielkiego. Nie możecie tego przegapić.
Do następnego. Wielkie podziękowania dla Was, ze mimo wszystko wciąż czekacie.
Nie zawiodę.
Temira.