środa, 2 maja 2018

27. Miałaś tak myśleć..

   - Gdzie Ty się wybierasz?!
Sakura brawurowo zastąpiła mi drogę, rękami hardo zapierając się pod boki. Patrzyłem na nią z zasłużoną dozą irytacji.
Już dawno nikt nie wyprowadzał mnie z równowagi tak skutecznie i często, jak ona.
   - Na pojedynek. Przeważnie lepiej łączysz fakty.
   - Masz zamiar w tym uczestniczyć?! - żachnęła się i na mój krok w lewo, uparcie mi zawtórowała.
   - Dziwię się, że uważałaś inaczej .
Odchrząkneła i gniewnie zmarszczyła ten mały nosek.
   - Zabraniam Ci brać udział w tej szopce!
Podniosłem do góry jedną brew.
   - Czyżby?
   - Tak! - Zadzierała podbródek, bez celowo, bo i tak spoglądałem na nią z góry.
Postąpiłem krok w prawo, a ona ponownie zdublowała mój ruch.
   - Zejdź mi z drogi. Nie daruje mu tego.
   - Niby czego - syknęła, wpatrując się w moje oczy z zaciętością wściekłej osy.
   - Tego, że Cię pocałował. Nie zgrywaj idiotki.
   - No skoro Ty mnie nie całujesz, to nie ma się czemu dziwić! Wykorzystał okazję!
Zbyt późno zorientowała się w istocie tego, co właśnie powiedziała. Zarumieniła się intensywnie i na jeden moment spuściła oczy. Ja tymczasem zmrużyłem powieki, starając się nie udusić tej wrednej baby tu i teraz.
   - Widocznie nie jesteś na tyle interesująca, by co chwilę przyciągać moją uwagę.
Odzyskała werwę, wydając z siebie szydercze:
   - Ho ho ho, patrzcie go, jaki maczo!
   - Rozumiem w takim razie, że powiedziała to istna bogini.
   - Skończ z tą ironią! - Gniewnie zamachała palcem świeżo wyleczonej ręki. Gdzieniegdzie widać było jeszcze pojedyncze ślady po pęcherzach - Opamiętaj się Sasuke, ile ty masz lat by prać się z innymi po gębach? Jak para uczniaków, ot co!
   - To kwestia honoru - orzekłem sucho
   - To w końcu chodzi o honor, czy o to, że mnie wczoraj pocałował, bo nie rozumiem.
Długo spoglądałem na nią, ilustrując intensywną barwę jej połyskujących złością oczu oraz linię mocno zaciśniętych ust. Na jej policzkach jaśniały kraśne rumieńce.
   - Wiesz - rzuciłem z gniewem - Kiedyś byłaś mądrzejsza.
Tego już było, dla pozornie wyrachowanej Sakury, za wiele. Z głośnym prychnięciem wyrzuciła do góry obie ręce.
   - A ja myślałam, że masz w sobie chodź trochę ogłady! Nie możesz pojedynkować się z przyszłym Lordem Feudalnym! Wiesz, jaki to wywoła skandal?
   - Przemyśl jeszcze raz to, co powiedziałaś. Następnie spójrz na mnie i powiedz, czy wyglądam na kogoś, kogo to obchodzi.
Nieco straciła rezon.
   - Nie.
   - No więc właśnie. Z drogi - Pchnąłem ją na ścianę, jednocześnie jednym susłem zbliżając się do drzwi wyjściowych. Nagle jednak zatrzymał mnie w miejscu jej mocny uścisk. Trzymała za moje przedramię, spoglądając na mnie z zza długiej grzywki. Zalotnie zagryzła dolną wargę.
   - Jeśli zostaniesz i dasz sobie spokój z tym durnym pojedynkiem nie prowadzącym do niczegooo.. - frywolnie przeciągnęła ostatnią sylabę. Byłem tym, lekko mówiąc, dość zażenowany - .. to porobimy parę fajnych rzeczy. No wiesz.
Czerwieniła się przy tym jak dojrzały pomidor.
   - Aż tak bardzo chcesz uratować jego nędzny żywot, że jesteś w stanie pójść ze mną do łóżka? - Byłem zniesmaczony, ale nie zły.
Nie wiedząc czemu daleki byłem od wszelkich negatywnych odczuć, kiedy tylko stanąłem przed realną możliwością zatłuczenia tego gnoja.
   - Nie, to nie tak! - Nie minęło dużo czasu, jak zaczęła plątać się w mnogich wyjaśnieniach i , w jej mniemaniu, sprostowaniach których generalnie przestałem słuchać po drugim zająknięciu. Nie tracąc czasu, powoli palec za palcem uwalniałem swoje ramię od jej dłoni.
   - W takim razie nie musisz się o to martwić. Wezmę Cię, gdy już skończę z tym błaznem. I zrobię to po wielokroć na znak swojego triumfu.
 Korzystając z jej zawstydzenia potraktowałem jej czoło pojedynczym stuknięciem.
   - A jeśli to on wygra? - Bąknęła, masowaniem obolałego miejsca próbując zatuszować własny wstyd i gorąc swoich policzków.
   - Gwarantuję Ci, że tak się nie stanie. Wychodzę.
                                                          ***
[W tym samym czasie. Hotel]
   - Czy zdołam przekonać Cię, mój drogi ale niezbyt rozumny siostrzeńcu, że pojedynkowanie się z członkiem klanu Uchiha nie jest zbyt dobrym pomysłem? - Starszy człowiek załamywał ręce - Ta kobieta jest z nim zaręczona. Jeśli naprawdę myślałeś, że On, tak po prostu, na skinienie palca Ci ją odda to przyznaję, że pomyliłem się co do twojego geniuszu.
   - Spokojnie wuju. Tylko niepotrzebnie zawracasz sobie tym głowę.
Innuki nie podzielał obaw swojego mentora, wręcz przeciwnie, od rana tryskał niecodziennym wigorem. Miał na uwadze oczywiście, że Sasuke może być od niego silniejszy, ale pod żadnym pozorem nie dopuszczał do głosu myśli, w której miałby przegrać ten pojedynek.
    - Zastanawiałeś się jaki rozgłos przyniesie światu nowina, że oto Lord Feudalny postanowił wystąpić do pojedynku na śmierć i życie z ostatnim z Uchiha? - Mężczyzna poderwał się z fotela i maszerując po pokoju, dawał upust swojej złości. - A w dodatku zginął?
Siostrzeniec w spokoju wodził za nim wzrokiem.
   - Nie obchodzą mnie inni wuju, kiedy w grę wchodzi Sakura.
   - Ona jest już zaręczona, powtarzam. Czy i to nie wniosło nic do twojego rozumowania?
   - Znam prawdę. Wiem, że nie wychodzi za niego z miłości.
   - Wiele par nie wychodzi za siebie z miłości! - parsknął w desperacji - Chłopcze, co ja z Tobą mam! Z całym szacunkiem, ale zachowujesz się jak młodzian, pierwszy raz doświadczający szczeniackiego zakochania.
  Innuki wstał i odwrócił się do stryja plecami, co finalnie zastąpiło odpowiedź. Poczuł nagłą konieczność sięgnięcia po odrobinę mocniejszy napój od zaserwowanej mu wcześniej ziołowej herbaty. Do pojedynku nie zostało dużo czasu.
   - Trunek nie doda ci odwagi - rzekł starzec, gdy tylko siostrzeniec podnosił do ust butelkę  - Zamiast wlewać w siebie sake, powinieneś raczej dokonać rachunku sumienia i powierzyć swoją duszę panu.
   - Jakże - skrzywił się ironicznie - twoje słowa tchnęły we mnie otuchę. Na szczęście nikt nie celuje do sekundantów, nie musisz się wiec obawiać o własna wieczność. Przynajmniej na razie.
Mężczyzna wyrwał szklaną formę z rąk Innukiego i spojrzał weń srogo, z łoskotem odstawiając butelkę na stół.
  - Zastanów się jeszcze raz chłopcze. Pójdź po rozum do głowy.
  - Kobiety kochają mężczyzn zdolnych do heroicznych czynów - odparł z przekonaniem. Nie porzucił jeszcze nadziei na związek z Sakurą. Wciąż widział ją oczyma wyobraźni, wpatrzoną w niego jak w obraz. Z tym samym zachwytem, z jakim wpatrywała się w Sasuke
   - Zapewne - zgodził sie łaskawie jego wuj - Skłaniają się jednak ku żywym, a nie poległym śmiałkom. Tego, jak mniemam nie wziąłeś pod rozwagę?
W odpowiedzi chłopak tylko się uśmiechnął.

                                                         ***
    [Sasuke]
        Przed pojedynkiem dokonałem jedynie krótkiej, nieformalnej rozgrzewki nie trwającej z resztą nawet połowę czasu, który poświęciłbym na normalne przygotowywanie się do starcia. I może byłbym trochę bardziej roztropny i mniej pewny swojego zwycięstwa, gdyby tylko każdego mojego ruchu nie śledziły baczne, zagniewane, ale przede wszystkim strwożone zielone oczy.
 Sakura nie chciała wypuścić mnie z domu, a kiedy wbrew jej woli wyszedłem - w trybie natychmiastowym przywołała do siebie Naruto, który oczywiście pozwolił jej wyjść poza obręb pieczęci. Powoli zaczynałem żałować, że to właśnie Uzumaki pełni funkcję drugiego stróża. Był w tym fatalny, i jedyną rzeczą która mnie pocieszała było to, że nie tak łatwo go zabić.
Sam próbowałem. I to nieraz.
Jak widać bez skutku.
Więc teraz mam za swoje.
A prawda jest taka, że trzeba było pozabijać ich oboję: Naruto i Sakure, kiedy jeszcze miałem ku temu okazję i nie żywiłem do nich jakiś bliżej nieokreślonych, przyjaznych uczuć. Na tą chwilę wybiłbym bez zmrużenia oka każdą osobę, która ośmieliłaby się zrobić im krzywdę.
Cholernie to niewygodne, ale prawdziwe.
To właśnie dlatego idę teraz przez las w stronę pola treningowego…
Odprowadzany oczywiście przez te wielkie, zielone oczy.

[Sakura]
Trudno wyrazić to, co czułam idąc za Sasuke w miejsce, w którym zginąć miał jeden z dwójki najbliższych mi osób. Paraliżowała mnie świadomość tego, że ja skrycie wiedziałam, który z wojowników polegnie. I nie powiem, że bardzo mnie to zasmuciło, bo śmierć któregokolwiek z nich wprawiłaby mnie w czarną rozpacz.
Kochałam ich obu, na swój sposób, każdego inaczej.
Tylko jak przemówić dwóm rozognionym samcom do rozumu, kiedy w ich głowach wojenne bębny wygrywają już swój odwieczny, prymitywny rytm.
Bałam się, bałam się tak strasznie, że przez całą noc nie zmrużyłam oka. Ogarniał mnie kolejno strach, rozpacz, później zobojętnienie... i nawet duża ręka Sasuke ułożona przez sen na moim biodrze nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. Gdzie w normalnych okolicznościach umarłabym ze szczęścia i na poły wstydu.
   Zabrzmi to okropnie ale próbowałam wszystkiego, byleby tylko Uchiha nie mógł udać się dzisiaj na ten pojedynek. Wczoraj na kolację zaserwowałam mu zepsute pomidory wyciapane w sałatce z serem z przekroczoną datą ważności.
I co?
I nic, wstał jak nowo narodzony a rano zapytał się jeszcze czy nie zostało możne nic z wczorajszego posiłku. Tak mu smakowało.
Potwór, nie człowiek.
  Na noc zostawiłam otwarte na oścież okno i z premedytacją odkryłam go, tylko przez małą malutką sekundę wpatrując się w szeroką, umięśnioną klatkę piersiową mężczyzny. Później szybko odwróciłam wzrok, czerwieniąc ze wstydu i zgorszenia. Jakbym pierwszy raz widziała go bez koszulki, a przecież spał tak co noc.. To z nerwów, powtarzałam sobie, na siłę zamykając oczy i zmuszając się do zbawiennego snu.
  Na sam koniec, wczesnym rankiem usiłowałam użyć argumentacji - chodź nigdy nie byłam w tym dobra, i od słowa do słowa, w całkiem do mnie nie podobny sposób, ofiarowałam mu siebie, jakbym była zwykłą usługą na godziny.
  W roztargnieniu pokręciłam głową, starając się wyrzucić z głowy wszystkie niepotrzebne myśli. Musiałam się skupić. Musiałam jakoś to odkręcić.
Nie mogłam wybaczyć sobie, że przez mój brak reakcji i zero panowania nad sytuacją dochodzi do sytuacji, w której mój narzeczony wraz z moim najlepszym przyjacielem będą spierać się na śmierć i życie w ramach cytowanego “honoru”, bo o rozumie nie ma tutaj zdecydowanie mowy.
W dodatku, co było dość kontrowersyjne, ani jeden ani drugi nie ośmielił się zapytać mnie, co ja tak właściwie sądzę o tym wszystkim. Myślę, że gdyby po prostu zapytali się którego z nich wybieram, śmiało dokonałabym trudnej ale świadomej decyzji. I obyłoby się bez przelewania krwi.. Ale nie! Lepiej jest rzucić się sobie do gardeł i szarpać za kołnierze.
Wzięłam głęboki oddech. Później kolejny.
   - Zmęczyłaś się marszem, że tak szybko oddychasz? - Dobiegł mnie surowy w ocenie głos Sasuke, który ani jeden raz nie obrócił się, by na mnie spojrzeć. Szedł otaczając się aurą milczenia, jakby okazanie jakiejkolwiek emocji równało się z natychmiastową porażką.
  Postanowiłam go zignorować. Wtedy nagle zatrzymał się, a na moje zdumione spojrzenie przewrócił oczami.
   - Jesteśmy na miejscu. - odparł, nie mówiąc już nic więcej.
    - Sasuke czy nie możemy tego rozwiązać inaczej? - Naruto wyrósł obok nas jakby spod ziemi. Jego wyraz twarzy był trudny do odczytania, ale podejrzewałam, że chłopak zapewne był równie spięty jak ja. - Zostawić Was na chwilę samych! Czy nie uznajecie innych kompromisów?
   - To nie ja zaproponowałem pojedynek - warknął Uchiha, a jednak nie zabrzmiało to jak coś powiedzianego na swoje usprawiedliwienie. Ten człowiek nie miał w zwyczaju nikomu się z niczego tłumaczyć.
Stojąc zaraz za nim lekko struchlałam.
   - Ale..
   - Zamiast gadać lepiej się na coś przydaj - Paskudnie wszedł mu w słowo, po czym chwycił mnie za przedramię i gwałtownie popchnął w stronę blondyna. Wpadłam w rozłożone ręce Uzumakiego niczym wypchnięta z procy - Pilnuj jej. Ma paskudny zwyczaj wpychania się tam, gdzie jest akurat najmniej potrzebna.
I odszedł, tak po prostu, nie zwracając uwagi na moją przerażoną minę.
Poczułam lekki uścisk dłoni Naruto na swoim ramieniu
   - Będzie dobrze - wyszeptał, odprowadzając Sasuke spojrzeniem do miejsca, w którym stał już Innuki.
Wytężyłam wzrok. Obok bruneta znajdował się podstarzały, niewielki gabarytowo mężczyzna który mimo podpierania się o laskę sprawiał wrażenie niezłomnego. Przynajmniej tak mi się wydawało, gdy stojąc pomiędzy tymi dwoma, rosłymi wojownikami nie ustawał w pouczającym tonie. Raz po raz machał również palcem, jakby ku przestrodze.
  Widziałam jak naraz przeciwnicy odskoczyli do siebie, a starszy człowiek oddalił się na stosowne kilka kroków w tył.
   - Zaraz się zacznie.


  - Żadnych technik. Żadnych pieczęci. Nie dopuszcza się używania kekken genkai - Starzec spojrzał znacząco na Sasuke - Tylko walka wręcz. Czy oboje przyjęliście to do wiadomości?
Mężczyźni zgodnie skineli głową.
 Sekundant westchnął ze zrezygnowaniem, posłał siostrzeńcowi ostatnie proszące spojrzeniem po czym, nie doczekawszy się reakcji, z prędkością na jaką pozwalał jego wiek, powoli oddalił się z pola bitwy.
    - Pojedynek kończymy w chwili, w której jeden z Was nie będzie w stanie dalej walczyć. - orzekł na koniec a mnie aż ścisnęło się gardło.
Oczy zaszły cienką warstwą łez.  
    Wiedziałam, że nawet jeśli któryś z nich padnie na ziemię, to drugi i tak nie pozostawi go przy życiu. Zacięcie i ogień w oczach Sasuke oraz Innukiego jasno dawał do zrozumienia jakie są ich wzajemne intencje.
   - Myślisz, że się pozabijają? - szepnął cicho Naruto jakby odczytując to z mojej głowy. Spojrzałam ku niemu ukradkiem.
   - Jestem tego pewna.
Chłopak uśmiechnął się kącikiem ust i zapiął bluzę pod sam podbródek. Następnie wsunął ręce do kieszeni.
   - A mi się wydaje, że skończy się conajmniej na kilku siniakach. Oni, oboje, są jak dwa psy pokrzykujące na siebie przez ogrodzenie. Co stanie się, kiedy zabraknie tej bariery?
   - Rzucą się sobie do gardeł. To proste.
   - Otóż nie. Odwrócą się i pójdą w swoją stronę. - Uzumaki wytrzymał mój zaskoczony wzrok i raczej nie dowierzającą minę - Ręcze za to.
   - Pojedynek ogłaszam za...rozpoczęty! Walczcie! - Rozległ się donośny głos pogarbionego starca, który naraz uciszył moją krótką dyskusję z Naruto. Ze strachu zapomniałam już nawet o czym rozmawialiśmy.
 Patrzyłam ze ścisnietym sercem jak oboje bliskich mi mężczyzn w ułamku sekundy doskakuje do siebie i wymienia się pierwszymi, szybkimi ciosami. Oba chybiły celu. Przeciwnicy chwilę spierali się, wymieniając kolejną dawką krótkich ciosów które, nawet jeśli trafne, okazały się niezbyt silne. Bynajmniej nie na tyle aby powalić rywala na ziemię.
  Wtem Innuki nagle wyskoczył wysoko w górę i, jeszcze w powietrzu omijając szybującą rękę Uchihy, wyprowadził potężny cios w lewy bark przeciwnika. Sasuke zachwiał się, w wyniku czego stracił równowagę.
 Obserwowałam w trwodze, jak dosłownie sekundę później Uchiha zręcznie podpiera się rękami o ziemię, szybko obraca i wymierza Innukiemu potężne uderzenie nogą w klatkę piersiową. Brunet od ciosu aż pochylił się i gwałtownie złapał powietrza. I był to kolejny moment który wykorzystał przenikliwy umysł Uchihy. Posiadacz sharingana nie czekał by przeciwnik nabrał wigoru. Silne uderzenie pięścią prosto w twarz sprawiło, że bezwładne ciało Innukiego poszybowało w tył a następnie z gruchotem uderzyło o ziemię.
   To sprawiło, że pierwszy raz chciałam zerwać się do szalonego biegu, chcąc ich powstrzymać. Widok leżącego przyjaciela i niechybnie zbliżającemu się ku niemu Sasuke poruszyło w moim ciele struny, których nie chciałam dotykać.  A jednak było to silniejsze ode mnie. W porę powstrzymał mnie Naruto, stanowczo chwytając za ramiona i przyciskając do swojego torsu. Szamotałam się, nie odrywając wzroku od wydarzeń na polu bitwy.
   Kolejne kopnięcie Sasuke spotkało się z twardą ziemią. Innuki przeturlał się w ostatniej chwili, nosząc na swojej twarzy ślad ostatniego uderzenia. Powstał, z furiackim okrzykiem rzucając się na przeciwnika.
  Zaczęli wymieniać między sobą silne uderzenia, przemieszczając się niemal po całym placu. A jednak to Sasuke wykazywał większą przewagę. To on po wielokroć więcej razy zadał Innukiemu cios czy też z gruchotem powalił go na ziemię. Nie miał na sobie również tylu widocznych obrażeń co przyszły lord feudalny, któremu z wielu miejsca na ciele leciały brunatne krople krwii. Mocno zacisnęłam ręce, wbijając sobie paznokcie w skórę.
Innuki z każdą chwilą robił się wolniejszy a ciosy, mniej celne. Widziałam jego szybko unoszącą się klatkę piersiową i niemal słyszałam w uszach chrapowaty oddech. Ledwo widział na oczy, jedno z nich zasłaniała postępująca opuchlizna.
   Nagle rozległ się krótki, stłumiony dźwięk. Tym razem nie uchybił się, nie zdążył. Niemal w zwolnionym tempie widziałam jak silnie zaciśnięta ręką Sasuke z głuchym trzaskiem ląduje na twarzy przeciwnika, podrywając go w powietrze a następnie powalając na ziemię.
Wrzasnęłam w tej samej chwili, w której Uchiha chwycił mocno za szyję Innukiego i z niewyobrażalną siłą, bez problemu uniósł jego ciało do góry, ponad linię trawy. Oczy zaszły mi łzami, przez mgłę widziałam tylko jak pokonany chłopak łapie w panice za nieugięte ramię Sasuke, próbując się wydostać.
Załkałam głośno, po raz drugi usiłując dostać się pomiędzy wojowników. Chciałam zakończyć tą farsę, okrzyczeć ich i wbić im obu rozum do głowy! Niestety silne ręce Uzumakiego nie pozwalały mi poczynić chodźby kroku, jakby wiedział, jakie są moją intencję.
  - Sasuke nie! - Wrzasnęłam rozpaczliwie, nie tamując łez płynących po moich bladych policzkach. - Nie możesz! Przestań..!
 Okrzyki, nawet jeśli dotarły do uszy Uchihy, zostały przez niego zignorowane. Nawet nie spojrzał w moją stronę, wzrok ciągle skupiony miał na twarzy Innukiego, który z wytrzeszczonymi oczami walczył dramatycznie o każdy, najmniejszy oddech. Chłopak słabł z sekundy na sekundę.
Tymczasem poważna mina Sasuke oraz nienawiść w jego wzroku tylko upewnił mnie w tym, co zamierza zrobić. Szarpnęłam się rozpaczliwie, usiłując wydostać. Na nic. Naruto trzymał mnie niczym w imadle.
   Serce pękło mi na milion kawałków, kiedy ciało Innukiego powoli odpuściło nierówną walkę. Jego ręce bezwładnie opadły w dół, nogi znieruchomiały.
I wtedy nagle Sasuke zluzował uścisk i puścił go na ziemię. Ten gwałtownie zaczerpnął oddechu, naraz krztusząc się, kaszląc i jednocześnie unosząc do pozycji siedzącej.
  Żyje, dotarło do mnie, na długo później orientując się, że Sasuke zmierza wolnym krokiem w moją stronę, patrząc tylko i wyłącznie na moją twarz. A był to wzrok nieprzenikniony, taki, na widok którego zrobiło mi się zimno a po plecach przeszedł lodowaty dreszcz strachu.
Stojąc w bezruchu, jak ofiarna owca oczekiwałam nadejścia swojego kata. A on zbliżał się zdecydowanie zbyt szybko, ignorując wszystko, włącznie z wyprostowaną postacią Naruto, który sprawiał wrażenie, jakby chciał go zatrzymać. Nie zrobił tego jednak.
      Sasuke zatrzymując się naprzeciw z tym samy, nieodgadnionym spojrzeniem chwycił mnie za ramię zamykając w dziwnym stanie zawieszenia pomiędzy kolorem swoich oczu a całą resztą świata. Sharingan zabłyszczał, wprawiając mnie w osłupienie.
  Chwile później stałam już na środku swojego skromnie umeblowanego salonu. A po kolejnej sekundzie trwałam przygwożdżona do ściany, z silnymi ramionami opartymi po obu stronach mojej głowy. Obawiając się unieść wzrok, lawirowałam nim gdzieś pomiedzy naszymi stopami.
  Silnie chwycił mój podbródek i zmusił do uniesienia całej głowy. Spojrzałam mu w twarz, znajdującą się teraz bardzo blisko i mimowolnie wstrzymałam oddech.
 Serce gwałtownie zatrzepotało w piersi, a podbrzusze skurczyło się jakby od nagłego ciosu. Mimo tego że twarz mężczyzny była tak obojętna jak zawsze, w jego wzroku odnalazłam wznoszący się płomień pożądania. To sprawiło, że spięłam się i omal nie zachłysnęłam.
A później przypomniały mi się jego słowa, które wypowiedział jeszcze przed wyjściem z domu.
 Szeroko rozwarłam oczy, gdy w tym samym momencie Sasuke wprost rzucił się na moje wargi, miażdżąc je w brutalnym pocałunku. Pisnęłam w jego usta, na co ten jedynie wzmocnił nacisk, jedną z rąk silnie łapiąc za moje włosy.
  Każdy ruch mężczyzny, każde muśnięcie narzucało kontrolę i jasno wskazywało jego dominację. Brał mnie w posiadanie samym pocałunkiem, co uświadomiłam sobie poniewczasie, gdy przyparta do ściany jego ciałem, z trudem walczyłam o każdy oddech.
  Szarpnął za moje włosy, odchylając mi głowę do tyłu; bez słów nakazał, bym się dla niego otworzyła. Z wahaniem spełniłam jego prośbę, a wtedy on wdarł się gorącym językiem wprost do wnętrza moich ust, uprzednio zahaczając nim o dolną wargę, której zarys skrupulatnie skontrolował. Jęknęłam mimo woli, a kolana same, na przekór mnie, ugięły się. Gdyby nie jego ramię, przeplecione w ostatniej chwili przez moje plecy, upadłabym.
   Silnie zacisnął palce na mojej talii, a dłoń z włosów przeniósł na policzek, który ujął w zadziwiająco delikatny i czuły sposób. Tak zdziwił mnie ten gest, że na krótki moment zamarłam na co Sasuke z ociąganiem odsunął się ode mnie, wpatrując weń z zaniepokojeniem.
  - Coś nie tak? - mruknął chropowatym głosem, nie zdając sobie sprawy jak seksownie to zabrzmiało.
Mój głośny, przerywany oddech zmieszał się z jego głębokim wydechem, sprawiając, że intymność między nami osiągnęła maksymalny poziom.
 Przełknęłam ślinę, czując nagłą, dziwną suchość w gardle. Policzki wrzały żywym ogniem. Łomotanie mojego serca roznosiło się chyba po całym pokoju.
Myślałam, że umrę ze wstydu.
   Lekko pokiwałam głową, będąc pewna że gdy tylko się odezwę, czar pryśnie a to wszystko okaże się tylko jedną z wielu moich sennych mar.
Uchiha jeszcze przez moment przyglądał mi się badawczo, jakby próbował wyłapać nieprawdę w tym geście po czym… mogłabym się założyć, jego wargi na krótki, krótki moment uniosły się w błogim uśmiechu zadowolenia.
Następnie znów pozornie zobojętniał, ale ja wiedziałam, czułam, że wcale nie jest tak zimny na jakiego usiłuje się teraz kreować. Jego serce biło równie mocno jak moje, wyczuwałam to, gdy podczas pocałunku przygarnął mnie ku sobie mocno, tak że przywieram do niego niemal całym ciałem.
Nachylił się, a ja zamknęłam powieki, oczekując.
  - Koontynuować? - mruknął znowu, będąc tylko o kilka milimetrów od moich ust. Czułam teraz jego męski zapach, oraz kuszącą ciepłotę jego ciała.
Ponownie pokiwałam głową.
  Tym razem pocałunek nie był tak brutalny. Jego gorące wargi muskały moje z największą namiętnością zaś język niespiesznie odkrywał wnętrze moich ust.. Uniosłam ręce i otoczyłam nimi szyję mężczyzny, przyciągając go tym samym bliżej siebie. Dłoń wplotłam w krucze włosy, palcami przeczesując i bawiąc się dłuższymi kosmykami.
 W odpowiedzi na ten gest, Sasuke mocno przygryzł moją dolną wargę i zdecydowanym ruchem wsunął kolano między moje nogi, zręcznie je tym samym rozsuwając. Mruknęłam gardłowo i odchyliłam głowę, gdy jego gorące usta zsunęły się po mojej szyi, zostawiając na niej mokre, zaczerwienione ślady.
  Był niecierpliwy a przy tym świadomie niedelikatny; zasysał skórę, na przemian przegryzał i podszczypywał ją zębami. Było to...zadziwiająco przyjemne. I chodź nigdy bym się po sobie tego nie spodziewała, ta twarda brutalność i zadziorna pewność siebie Sasuke wprawiała całe moje ciało w słodkie drżenie. Chciałam chłonąć wszystko, co mi daje, sycić się każdym gestem i słowem..
   Nie przerywając pieszczoty, chłopak wsunął rękę pod materiał mojej bawełnianej bluzki i bez chwili zwłoki podwinął ją do góry. Czułam na nagiej skórze jego dotyk, to było... o matko. Mruknęłam..
 I wtedy Uchiha nagle i bez ostrzeżenia, jednym, szybkim ruchem rozerwał mój stanik na dwie części. W pierwszym odruchu gwałtownie opuściłam ręce chcąc się przysłonić, Sasuke okazał się to jednak przewidzieć. Nim mój zamiar doszedł do skutku, ten zręcznie ujął moje nadgarstki i za pomocą jednej ręki przygniótł je do ściany, niepomny na ciche protesty. Chciałam się poruszyć, i to jednak zostało skutecznie skontrowane.
 Odetchnął głęboko, nim zsunął się językiem wzdłuż po kremowej skórze na obojczyku aż do początku zaokrąglenia prawej piersi. Wstrzymałam oddech, automatycznie prostując plecy.
On tymczasem jednym ruchem ściągnął z siebie koszulę, która również wylądowała na podłodze. Odprowadziłam jej lot na dół nieprzytomnym spojrzeniem.
 Poruszyłam rękami, próbując się oswobodzić, na co Sasuke z premedytacją wzmocnił uścisk.
  - Nie walcz ze mną - mruknął, leniwie podnosząc głowę i spoglądając ku mnie: rozczochranej, zarumienionej i zapewne dla niego - rozkosznie uwięzionej, z błyskiem satysfakcji a przy tym wyższości. Lekko zagryzłam wargę, czując kolejny skurcz w rozognionym podbrzuszu.
Całkowicie wbrew sobie poruszyłam biodrami, chcąc odnaleźć ulgę w poczuciu ciągłego, rozbudzonego niezaspokojenia. Widziałam po jego twarzy, jak spodobał mu się ten ruch. Naraz czarne oczy pociemniały, a powieki zmrużyły się nieznacznie.
  Nie wiem ile czasu spędziłam tak, kompletnie wstrzymując oddech, ale nabrałam go dopiero gdy wzrok Sasuke z moich policzków przeniósł się w dół, ku całemu ciału. Widziałam, jak obserwuje je dokładnie, bada każdy skrawek skóry.
 Zamknęłam oczy, czekając aż te powolne tortury jego spojrzenia w końcu się skończą. Zadrżałam.
  W następnej chwili poczułam jak odrywam się od ziemi i lawiruję w powietrzu, przytrzymywana przez silne, męskie ręce. Zaskoczona aż otworzyłam oczy, tylko po to, żeby zobaczyć jak cały świat zamazuje się tuż przed moją twarzą.
Po sekundzie wylądowałam na miękkiej kanapie. Sasuke zawisł nade mną niczym cień i pochylając się, kolanem ponownie rozchylił moje nogi, tak, że niemal oplatałam go nimi w pasie.
  - Jesteś taka podniecająca. Niemal niewinna  - mruknął przy moim uchu, a mnie oblała niewczesna fala gorąca. Następnie gardłowym szeptem dodał: - Nawet gdybyś chciała, nie dasz rady mnie teraz powstrzymać. Możesz tylko do mnie dołączyć..
Wydałam z siebie przeciągły jęk, gdy nagle, zupełnie niespodziewanie przywarł do mnie swoimi biodrami. Gorąca, kusząca twardość wbiła się w moje podbrzusze, a ja wygięłam się niczym rażona gromem. Poczucie nadciągającego spełnienia było o tyle silne, że kompletnie się tego nie spodziewałam. Zwłaszcza, że do niczego jeszcze nie doszło.
  Mimo to, gdy Uchiha otarł się o mnie, ręką silnie łapiąc za obnażoną pierś, wybuchłam. Moim ciałem wstrząsnął gwałtowny, rozkoszny wstrząs, w wyniku którego niekontrolowanie zacisnęłam dłoń na karku mężczyzny i odchyliłam głowę, wzdychając głośno i przeciągle. To było niczym eksplozja tysiąca i jednej fajerwerki..
 Starając się uspokoić swoje rozedrgane wnętrze, nie zauważyłam, jak w wyniku tego ruchu Sasuke mocno zaciska usta a przy tym ciężko wdycha i wydycha powietrze.
 Następnie wszystko potoczyło się bardzo szybko.
W ułamku sekundy Uchiha pozbył się moich spodni, nawet nie siłując się z upartym guzikiem. Po prostu go rozerwał, równie gwałtownie i szybko pozbywając mnie także majtek. Nim zdołałam w pełni zorientować się w sytuacji, leżałam pod nim kompletnie naga, z koszulką podwiniętą pod samą szyję. A On trwał nade mną, potężny, umięśniony i niezwykle władczy.
  Jestem pewna, że gdyby tonem rozkazującym powiedział mi teraz, że mam się nie wstydzić - to bym się nie wstydziła. Nic takiego jednak nie zrobił, więc myślałam, że po prostu spalę się z zażenowania. Do tego nie wiedziałam, gdzie mam akurat podziać ręce, wzrok, wszystko.
 Na szczęście nie miałam zbyt wiele czasu, aby się nad tym przesadnie zastanawiać. Sasuke nie próżnował, w równie szybkim czasie pozbywając się również swoich ubrań i teraz, dysząc ciężko mocno złapał za moje biodra i uniósł je, zostawiając na skórze zbielały ślad od swoich silnie zaciśniętych palców. Oddychał głośno. Zesztywniałam, nagle pełna obaw, których głos usiłowało zakłucić powoli narastające pożądanie.
A jednak serce biło mi tak mocno, że miałam wrażenie, że zaraz połamie mi wszystkie żebra. Podbrzusze kurczyło się boleśnie, a ciało raz po raz oblewały na przemian zimne i gorące dreszcze.
  Sasuke za to zdawał się być daleki od takich odczuć, nie zdając sobie sprawy z emocji które teraz targały moją osobą. Bo ja w głębi duszy chciałam żeby to zrobił, nie zrobił, zrobił, nie zrobił… Zacisnęłam palce na jego ramieniu, chcąc ukryć ich drżenie.
A wtedy On wbił się we mnie jednym szybkim ruchem.
Krzyknęłam głucho i bezwarunkowo wygięłam plecy do tyłu, czując naraz rozdzierający ból w dolnych częściach ciała. Mocno zacisnęłam powieki, starając się nie poruszyć, byleby tylko nie wzmożyć dawki tego okrucieństwa.
Czułam go w sobie, niemiłosiernie twardego, gorącego, wręcz pulsującego. Łzy same napłynęły mi do oczu.
  W całej tej gamie brutalnych emocji nie dostrzegłam, że Sasuke zamarł w kompletnym bezruchu a cała krew nurtem odpłynęła mu z twarzy. Wpatrywał się we mnie naprzemiennie z niedowierzaniem oraz szokiem.
 - Kurwa! - warknął głośno
Odetchnął raz, potem drugi i trzeci
Powoli przeniósł dłoń na moją twarz i pokierował ją ku sobie. Niepewnie uchyliłam powieki, od razu odnajdując jego oczy.
Zamrugałam.
  - Byłaś dziewicą? - rzucił na bezdechu, ciężko opierając czoło o moje czoło. Widziałam, ile wysiłku wkładał w opanowanie się, i byłabym mu wdzięczna, gdyby ból nie był tak dotkliwy, wręcz kłujący. Na szczęście powoli zelżywał.
  - Tak - wyszeptałam zażenowana i mruganiem odpędziłam łzy.
  - Kurwa.
Spojrzałam ku niemu z zaniepokojeniem.
  - To coś złego?
  - Nie. Kurwa, jasne że nie. Po prostu… - widziałam w jego twarzy ogromny żal, nie mogąc jednak zlokalizować jego przyczyny. Zacisnęłam usta. - Kurwa! - Odczekałam chwilę, obserwując jak ten oddycha głęboko i chwilę walczy jakby z samym sobą - Przepraszam Sakura.
A to mnie zaskoczył.
  - Za co?
  - Po prostu.. gdybym tylko wiedział, że byłaś dziewicą zrobiłbym to inaczej. Zupełnie inaczej. Jak mogłaś mi nic o tym nie powiedzieć?
   - Nie pytałeś
   - Uznałem za logiczne, że masz to już za sobą. - orzekł ze spokojem i czułym gestem odgarnął pojedyncze kosmyki z mojego policzka, po czym szepnął: - Nie wiem jak zdołam to naprawić, ale spróbuję.
Uśmiechnęłam się niepewnie, jakby z wahaniem na co on złożył na moich ustach krótki pocałunek
   - To nie powinno odbyć się w ten sposób, powinienem być dla ciebie delikatniejszy - dodał z żalem -  Tymczasem napadłem na Ciebie jak jakieś zwierze, a ty o zgrozo, tylko potęgowałaś moje pożądanie będąc tak rozkosznie niewinną i bezbronną. Myślałem, że robisz to specjalnie, do głowy mi nie przyszło, że to pociągające wahanie jest prowokowane prawdziwymi obawami. Wybacz mi.
  Cały czas szeptał, na przemian obsypując moją twarz pojedynczymi pocałunkami. W tym samym czasie jego zręczne dłonie rozpoczęły ponowną wędrówkę wzdłuż mojego obnażonego ciała, na nowo rozpalając uśpione zmysły.
  Jęknęłam cicho gdy palcami otarł się o nabrzmiałego sutka
   - Jesteś taka piękna, tak pociągająca..- wymruczał tuż przy moim uchu - Nawet nie wiesz, jak ciężko było mi wytrzymać śpiąc z Tobą w jednym łóżku a przy tym nie mogąc cię mieć.
   - Myślałam, że jestem ci obojętna - wydyszałam, z trudem łapiąc oddech. Jego obecność znów okazała się zniewalająca. I już nic więcej nie miało znaczenia. Bo byłam tu. Z nim. Połączeni w jedną, spójną całość.
Poruszyłam się, każdym najmniejszym mięśniem odczuwając jego obecność w głębi siebie. To było.. fascynujące.
   - Miałaś tak myśleć. - przyznał z uśmiechem - Chodź ja co noc cierpiałem istne katusze, chcąc dotykać, całować, brać cię na milion różnych sposobów. A świadomość tego, że ten drań, Innuki, chciał zdobyć Cię równie mocno jak ja, wprawiała mnie w furię. Bo Ty od zawsze byłaś przecież moja.. Teraz jesteś moja. I nikogo więcej.
 Powoli poruszył biodrami wsuwając się we mnie,  a wtedy zamiast spodziewanego bólu odczułam coś...coś nowego. Uczucie słabe ale zapraszające, zaledwie dogasającą iskrę. Westchnęłam cichutko, przymykając powieki.
    - Zaufaj mi - Jedną z rąk wsunął pod moje pośladki i uniósł je ku sobie, jednocześnie ze świstem wydychając powietrze - Muszę naprawić to, co wyrządziłem. Pozwól mi na to, Sakura. Proszę… A jeśli tylko zapędzę się zbyt daleko, to mnie powstrzymaj. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak ciężko jest mi się teraz pohamować.  
 Mimo obaw rozluźniłam spięte mięśnie i zachęcona niemą obietnicą dawaną mi przez sprawność jego ciała, w zapraszającym geście szerzej rozłożyłam nogi.
  - Jesteś niesamowita - wyznał i pewnym ale delikatnym ruchem poruszył biodrami. Jęknęłam głośno, porażona intensywnością błogości która obiegła moje zmysły. - I moja. Powiedz to
Z tym zdaniem uczynił kolejny ruch, wbijając się we mnie szybko i głęboko. Krzyknęłam z rozkoszy, zaciskając palce na śnieżnobiałym materiale prześcieradła.
  Sasuke nie należał do mężczyzn, którzy lubią i mogą długo na coś czekać; gdy on czegoś chce, bierze to od razu i bez chwili wahania, teraz to zrozumiałam. Czułam to w każdym jego ruchu, w każdym posunięciu które jasno określało, że On, Sasuke Uchiha bierze mnie, posiada mnie, tu i teraz, tylko na swoją wyłączność. Bez oporu pozwalałam mu na wszystko, biorąc garściami niebotyczne ilości przyjemności, które mi oferuje.
  Kiedy tylko mężczyzna zorientował się, że jego działania nie sprawiają mi już bólu, wszelkie długo wstrzymywane bariery wytrzymałości puściły. Wtedy też ruchy jego bioder stały się wręcz agresywne, natarczywe, nie znoszące zwłoki.
   - Powiedz to - wydyszał, wbijając się we mnie głęboko i ostro. Krzyknęłam, będąc niemal pewna, że nie przeżyje tej rozkoszy, że było jej za dużo, w za dużych proporcjach.
 Przyssał się do mojej szyi, bezstailsko atakując ustami kremową skórę a gdy się oderwał, po jego wargach pozostał krwisty, czerwony i wilgotny ślad.
  Kiedy z wyższością godną Uchiha spoglądał na swoje dzieło, spod przymrużonych powiek dojrzałam w jego wzroku ogromną satysfakcję. Chwycił jedną ręką moje udo i uniósł je, tym samym wbijając się we mnie jeszcze mocniej i głębiej.
Wygięłam się niekontrolowanie, wydając z siebie głośny okrzyk, on jednak przytrzymał moje ramiona i ponowił ruch.
   - Czyja jesteś ? - wydyszał prosto do moich ust, które zmiażdżył w brutalnym pocałunku. Zamruczałam, pojękując głośno gdy szaleńcze ruchy nie ustawały.
   - Twoja - wydusiłam, zaciskając pazury na jego plecach, teraz prężących się i spinających.
  - Czy mi wybaczysz? - Pochylił głowę i serią pocałunków zaatakował moje piersi. Westchnęłam głośno, zachęcająco wysuwając w jego stronę biodra i dopasowywując się do gorączkowych ruchów jego niespełnionego, niecierpliwego ciała. Więcej, więcej…
  - Wybaczę…
Czułam na skórzę, że się uśmiechnął
  - Czy to dobra pokuta?
  Całe moje ciało było jednym wielkim kłębkiem ogromnej rozkoszy, każdy następny ruch wprawiał mnie w jeszcze mocniejsze drżenie. Nie panowałam nad tym, nie chciałam wiedzieć jakie tajemne siły stoją za tym uczuciem, ale nie mogłam sobie uświadomić jak do tej pory wytrzymywałam bez tego doznania. Gorący, wręcz zwierzęcy seks z Sasuke był tym, czego w głębi siebie pragnęłam od zawsze - i teraz mając to, tu, na własnej kanapie we własnym salonie nie mogłam opędzić się od narastającego poczucia szczęścia oraz przynależności.
   - Tak, oh tak… Oh!


Po wszystkim długo leżeliśmy przy sobie, uspokajając oddech i doprowadzając do porządku rozszalałe myśli. Nie czułam już wstydu, ba, daleka byłam od tego typu roszczeń. Generalnie to w mojej głowie nie działo się teraz nic..  
   - Właściwie to również był mój, swojego rodzaju, pierwszy raz - przyznał Sasuke z niecodziennym rozbawieniem, leżąc obok mnie na wąskim tapczanie. Oddychał głęboko, wpatrując się w sufit z zamyśleniem
  - Jak to? - zdziwiłam się
  - Do tej pory nigdy nie byłem z dziewicą.
  Zwróciłam ku niemu głowę, ukradkiem podziwiając wyeksponowane w boskiej całości, męskie ciało mężczyzny.
- Właściwie dlaczego sądziłeś, że nią nie byłam? Bardzo mnie to zastanawia.
Spojrzał na mnie jak na głupka. Czarne oczy zilustrowały moją twarz dokładnie, jakby doszukując się tej mniemanej inteligencji którą niegdyś przejawiałam.
W końcu dał sobie spokój  
    - Jak tylko przybyłem do wioski, wszyscy dawali mi do zrozumienia, w tym również ty, że już kiedyś z kimś byłaś. Z kimś kto, podobno, nie był stąd bo dość często opuszczałaś wioskę. Jak więc, mając kogoś i to dość długo, nie straciłaś z nim dziewictwa mimo tego, że jesteś tak namiętną kobietą a na mnie od jakiegoś czasu polowałaś jak lwica?
Pozwoliłam sobie na zaczerwienienie się, ale tylko na kilka sekund.
  - To było… To było zupełnie coś innego.
  - I tego się nie spodziewałem - przyznał, z nonszalancją chwytając kosmyk moich włosów między palce. - Mój błąd, za który ty musiałaś zapłacić. - Nagle spoważniał - Na prawdę bardzo mi z tego powodu głupio, Sakura. Nie chciałem cię skrzywdzić, nie zasługujesz na to.
Machnęłam ręką
   - Daj spokój, nic się przecież nie stało.
Jakby na zwieńczenie tych słów, Sasuke opuścił wzrok i spojrzał z wyrzutem na niewielką plamę krwii widniejącą na powierzchni kanapy, niczym niepodważalny dowód na miejscu zbrodni.
   Odchrząknęłam i sięgnęłam po narzutę, nakrywając się nią dla własnego komfortu.
Uchiha w tym czasie przyglądał się temu z rozbawieniem
  - Przecież przed chwilą widziałem Cię nagą, z resztą dość krótko. O wiele za krótko - Sięgnął po materiał i jednym szybkim ruchem wyrwał mi go z rąk, odrzucając na ziemię. Poczyniłam desperacki ruch usiłując go pochwycić. - Nawet nie wiesz ile razy marzyłem, żeby Cię taką zobaczyć i jak wiele wytrwałości i samoopanowania potrzebowałem, żeby móc nad sobą zapanować i nie zedrzeć z ciebie wszystkich ubrań jakie akurat wtedy na sobie miałaś.
Poderwał się z kanapy i chwycił mnie na ręce. Szarpnęłam się zaskoczona, na co on uśmiechnął się zawadiacko i nie zważając na nic, zwrócił się w wolnym krokiem w stronę sypialni.
   - No. A teraz skoro już zaspokoiliśmy pierwszy głód, czas na drugie danie. Tak jak należy, czyli w sypialni, na wygodnym łóżku. I żadnego popędzania, tygrysico! A później przyjdzie czas na deser, rzecz jasna. Spokojnie. Mamy przecież całą resztą wieczoru. No, i całą noc - Zaśmiał się perliście i kopnięciem zatrzasnął drzwi. Delikatnie położył mnie na łóżku, obdarzając namiętnym pocałunkiem - A teraz pozwól, że zajmę się Tobą jak na porządną dziewicę przystało. Załóżmy, że wciąż nią jesteś. Tak hipotetycznie…


Aut: Pod poprzednim postem było aż 20 komentarzy! WOW!
Uwielbiam Was.